10 sierpnia 2019

Chapter 39 " Rodzina Chaki."

Nad Lwią Ziemią właśnie wschodziło słońce jak zawsze gorące i oślepiające. Ptaki zaczynały swój koncert. Wszystko budziło się do życia. Tam gdzie mieszkała królewska rodzina kotowate jeszcze spały. Nikt nie miał ochoty wstawać tak wczas rano. Po wydarzeniach z ostatnich miesięcy każdy chciał naprawdę się wyspać. Najwcześniej z całego stada wstała Shani. Ciemnobrązowa lwica otworzyła leniwie swoje brązowe piękne ślepia. Tuż obok niej spał jeszcze smacznie jej życiowy partner Leo. Wstała po cichu aby go nie obudzić. Zmrużyła oczy wychodząc z jaskini ponieważ słońce oślepiało swoim blaskiem. Była bardzo zdziwiona bo ujrzała swojego brata, który siedział na krawędzi skały i wpatrywał się w dal. Podeszła do niego i zagadała.
- Hej braciszku. Nie spodziewałam się ciebie tutaj tak wcześnie rano. - usiadła tuż obok.
Pomarańczowy odwrócił się do niej. Na jego pysku namalowany był uśmiech. Uśmiech, którego dawno nie widziała. Jednak nie wiedziała dlaczego jej brat mam tak świetny humor.
- To ty - wybacz zamyśliłem się trochę - mówił to a na pysku dalej był szeroki uśmiech.
- Mogę wiedzieć dlaczego masz taki dobry humor?
- Hymm- lew zamyślił się znowu - może tak po prostu. Ostatnio zbyt często chodziłem przygnębiony i chciałem coś z tym zrobić. Jak na razie się udaje - zaśmiał się serdecznie.
- A jak z Hekimą? Układa się wam?
- Hekima to najwspanialsza lwica pod słońcem. Jaki ja byłem zaślepiony że nie widziałem że ona mnie kocha.- powiedział Chaka.
- Cieszę się, że tak mówisz braciszku. Martwię się jednak o Namę. Po prostu mi jej jest żal.- lwica zmieniła nagle temat.
- Cóż- westchnął samiec- taka była wola naszego ojca, a i tak łagodnie z nią postąpił.
Kotowate przez chwilę milczały podziwiając piękną sawannę, która była skąpana w słońcu. Pomarańczowy lew wstał potrząsnął swoją bujną ciemnobrązową grzywą i dumnie się wyprostował. Shani była trochę zdziwiona kiedy jej mały braciszek z wystraszonego lewka stał się przystojnym i silnym lwem. Była z niego bardzo dumna i była też pewna że Lwia Ziemia będzie miała kolejnego wspaniałego władcę. Lwica uśmiechnęła się do niego i w ciszy wróciła do jaskini, a Chaka dalej wpatrywał się w dal.

~~*~~

Szybko jednak znudziło mu się to zajęcie i postanowił poszukać Hekimy bo na noc nie wróciła do groty a on tak mocno spał, że nie zauważył, że jej nie ma. Trochę był tym zmartwiony bo lwica zawsze starała się wracać na noc. Pomaszerował najpierw na Skałki gdzie zawsze wspólnie się bawili i tutaj poznał wybrankę swojego życia. Pamięta jak Nama ją wystraszyła i lwiczka z płaczem uciekła od nich a jemu zrobiło się jej żal (czytaj rozdział 2). Nie myślał wtedy, że owa lwica będzie jego wybranką na dobre i złe. Hekimy jednak nie znalazł. Zmartwiony szukał dalej, ale poszukiwania szły na marne. Obawiał się, że kawowa może uciekła od niego bo wystraszyła się przyszłych obowiązków. Nie to do niej nie pasowało. Podczas poszukiwań natknął się na swojego kuzyna Uchawiego, który był w świetnym humorze i tańczył z radości. Zdziwiony lew podszedł do swojego kuzyna i przyglądnął mu się uważnie. Nigdy nie widział go tak radosnego, że nawet to nie pasowało do tego lwa. On zawsze był ponury. 
- Hej Uchawi - lew głośno krzyknął na powitanie. A szary szybko przerwał swoje tańce radości. Był trochę zmieszany, że Chaka go zauważył.
- Witaj kuzynie. Wybacz moje zachowanie- lew szybko starał się wytłumaczyć jakoś to zachowanie- ale w moim życiu stało się coś niezwykłego!!!- krzyknął radośnie i objął Chakę mocnym przytulasem.
- Eee duszę się Uchawi puść mnie!-
- Wybacz, ale sam widzisz nie panuję nad tym. Kiedy tylko się dowiedziałem - szary puścił swojego kuzyna z uścisku.
- No mów co się wydarzyło?- lew był trochę już znudzony zachowaniem Uchawiego.
- Słuchaj! Zostałem OJCEM!!!. No jeszcze nie bo lwiatko, albo lwiątka są jeszcze w brzuszku u mojej partnerki.- wyjawnił powód swojej radości.
- Ty zostaniesz tatą? No nie wieżę- pomarańczowy był bardzo zdziwiony, ale zarazem bardzo szczęśliwy. Nawet troszkę zazdrościł Uchawiemu.
- A widziałeś może Hekimę? Nie wróciła na noc do jaskini, szukam ją cały dzień. - lew spojrzał na kuzyna, który dalej tańczył taniec dzikiej radości.
- Wiesz Machozi mówiła mi że spotkała ją koło baobabu Rafikiego - lew spojrzał tajemniczo na Chakę- coś mi się wydaje, a może nie będę nic mówił. Biegnij na baobab to się przekonasz- lew poklepał kuzyna na ramieniu i tajemniczo się uśmiechnął.

~~*~~

- Co to miało znaczyć- pomarańczowy szybko biegł do Rafikiego i zastanawiał się nad słowami kuzyna. Kiedy znalazł się już u podnóża drzewa. Złapał oddech i jednym skokiem wspiął się do środka.
- Rafiki! - zawołał - jest tu może Hekima?- lew szukał madryla ale nigdzie go nie było.
- Chaka.- tuż za plecami syna Kovu pojawił się pawian, który wystraszył przyszłego władcę tak, że ten podskoczył do góry ze strachu. Stara małpa się tylko serdecznie zaśmiała
- Zawsze mi to wychodzi! Witaj przyjacielu- pawian jak zawsze serdecznie objął lwa swoimi rękoma.
- Rafiki. Czy jest tutaj może Hekima? Wszędzie jej szukam. - powiedział zmartwiony.
- Chodź coś ci pokażę tylko bądź cicho - nakazał Rafiki.
Chaka nie był pewny co może zobaczyć, ale był bardzo zaciekawiony. Rafiki zaprowadził ich do małego"pokoju" gdzie na środku było zrobione duże posłanie z liści palm i było wyścielone mchem. A na jego środku spała Hekima. Pawian kazał podejść Chace do swojej partnerki.
- Chaka?- lwica przebudziła się jednak- jak mnie tu znalazłeś?- zapytała trochę zmieszana.
- Uchawi mi powiedział, że mogę ci tu znaleźć- lew otarł się czule o jej pysk. Strzygnął uszami bo usłyszał pisk małego kocięta i zaczął węszyć.
- Słyszałaś?! Co to było?- samiec spojrzał na Rafikiego jakby ten miał znać odpowiedź, a później na Hekimę. Ta tylko uśmiechnęła się słodko do niego.Odsłoniła delikatnie przednie łapy gdzie schowana była mała kawowa kulka. Chaka zaniemówił. To jego lwiątko? Ale jak kiedy? Tak szybko? Zielone ślepia lwa spojrzały na małe kocię, które się obudziło. Odwróciło łebek w stronę swojego ojca. Jakie ono było ładne. Sierść miało swojej matki, końcówki łapek miał sierści koloru ojca. Na czole miało też brązowe kropeczki, ale najbardziej zaciekawiły go oczy lwiątka. Bo prawe  było zielone a lewe czarne. Chaka był bardzo szczęśliwy. Wtulił się w sierść Hekimy i zapłakał ze szczęścia.
- To ona czy on?- zapytał po cichu.
- To chłopczyk. Jak go nazwiemy?- spytała Hekima spoglądając na partnera.
Chaka zamyślił się. Chciał wybrać jakieś oryginalne imię, ale też takie aby inne lwiątka nie śmiały się z jego syna. Po krótkiej chwili uśmiechnął się i powiedział.
- Nazwijmy go Manufaa* od zawsze to imię mi się podobało. Jak uważasz?- zapytał.
- Ślicznie! Nasz mały Manu - Hekima od razu wymyśliła zdrobnienie i polizała swoje kocię czule po łebku. Chaka położył się tuż koło Hekimy i nie spuszczał wzroku ze swojego syna. Rafiki uznał, że zostawi świeżo upieczonych rodziców samych i wyszedł z "pokoju".
- Oh Mufaso jestem taki szczęśliwy, że kolejny potomek pojawił się w Kręgu Życia- powiedział to i spojrzał wysoko w niebo.

Manufaa* z Suahili oznacza Pomocny

~~~~
Tadam! I kto by się spodziewał takiego obrotu wydarzeń i bum Chaka został tatusiem! Nawet nie wiecie jak przyjemnie pisało mi się ten rozdział, a uwaga do końca opowieści został jeden rozdział i epilog. 
Mam do Was prośbę. Czy ktoś z Was ma w posiadaniu program Paint Tool Sai i wysłałby mi na pocztę plik z instalacją? Mam nowy komputer i nie mogę sobie poradzić z zainstalowaniem tego programu, a na nim bardzo dobrze mi się pracowało. Z góry dziękuję za pomoc bądź informację gdzie mogę pobrać go.

9 lipca 2019

Chapter 38 "Decyzja"

Po bitwie upłynęło kilka dni. Wszystko wydawało się, że pomalutku wraca do życia. Oczywiście tak było, ale nie tutaj na Lwiej Skale. Wszystko było takie szare bez żadnej radości. Z trudem można było usłyszeć jakiś śmiech czy to małego lwiątka czy dorosłego lwa. Wszyscy byli pogrążeni w smutku. Pomarańczowy samiec siedział na krawędzi skały i wpatrywał się w dal swoimi zielonymi oczami, które były pełne smutku. Nie miał na nic siły, nic go nie cieszyło. Podniósł wysoko łeb i spojrzał w niebo. Słońce pomuskało go delikatnie po pysku. Westchnął i odwrócił się ujrzał przed sobą swoją partnerkę Hekimę.
- Kochanie co się dzieje?- zapytała zatroskana jak zawsze i wtuliła się w jego brązową grzywę.
- Dzisiaj ma się odbyć sąd. Sąd nad Namą i się bardzo denerwuję - odparł i też otarł się o nią czule. Dobrze, że miał przy sobie kogoś takiego.
- Twój tato jest mądrym królem i na pewno wymyśli jakieś rozwiązanie. - W sumie Nama przyznała się do popełnionego błędu i przerwała bitwę- próbowała go pocieszyć.
- Znasz zasady. Pamiętasz co było z Uchawim?- spojrzał smętnie w jej czarne oczy.
- Czuję to, że wszystko dla naszej rodziny dobrze się ułoży. Nie zamartwiaj się już tak. Chodź na śniadanie lwice właśnie wróciły z polowania- lwica zachęciła go aby poszedł z nią coś przegryź i tak też zrobił.

~~*~~

Nama leżała samotna w szarej i ciemnej jaskini gdzie byli zsyłani wszyscy lwi przestępcy. Nigdy nie pomyślała, że znajdzie się w tym miejscu. Była zła na siebie, że do tego dopuściła. W myślach przywoływała sobie chwile kiedy była małym lwiątkiem i beztrosko bawiła się ze swoimi przyjaciółmi. Teraz została opuszczona, wyrzekli się jej jej właśni przyjaciele, którymi spędzała zawsze czas. Już nic nie będzie tak jak dawniej. Rozpłakała się. Jej cichy szloch usłyszała brązowa lwica, która za pozwoleniem króla mogła wejść do groty gdzie przebywała. Była to Shema. Lwica podeszła do niej.
- Nama dlaczego płaczesz?- zapytała i usiadła naprzeciwko niej.
Druga brązowa otarła łzy i też usiadła. Spojrzenia lwic spotkały się, obie były tak podobne do siebie, że obcy z trudem mógłby je odróżnić. Długo się wpatrywały aż Nama nie mogła się powstrzymać i przytuliła sie do swojej mamy.
- Kochanie, już uspokój się- Shema polizała ją czule po policzku -Nama wtuliła się w nią jeszcze bardziej.
- Mamo dlaczego mnie zostawiłaś?- zapytała zapłakana.
- Ja cię nie zostawiłam kochana. Moim pierwszym partnerem był właśnie Tassak, był wtedy dobrym lwem i partnerem, ale poznałam później Kovu i zakochałam się w nim bez opamiętania. A kiedy pojawiłaś się ty Tassak mnie napadł i prawie zabił, kiedy byłam bliska śmierci na mojej drodze właśnie zjawiła się Kiara wraz z Kovu i to właśnie ich poprosiłam aby się tobą zajęli- lwica nie mogła powstrzymać łez. - Lwy bez wahania wzięły cię do siebie i opiekowali jak własną córką.- dokończyła wycierając łzy.
- Ale Kiara mnie nigdy nie lubiła- żaliła się brązowa- zawsze mnie odpychała a ja robiłam jej na złość. Tylko tata mnie kochał.
Lwice długo jeszcze ze sobą rozmawiały. Nama czuła, że ma wreszcie osobę, która ją naprawdę kocha.
- Shemo musisz już iść- do lwicy podszedł strażnik- i tak miałaś za dużo czasu- szepnął jej do ucha.
- Już idę - lwica odwróciła się do lwa- Kochanie bądź dzielna, na pewno tata cię nie skrzywdzi - Shema przytuliła córkę najmocniej jak umiała.
Nama długo wpatrywała się w lwicę. Wróciła na swoje posłanie kiedy całkiem zniknęła jej z oczu.

~~*~~

W drugiej jaskini chodziła zdenerwowana Kossa. Była tak zła na Namę, że samo wspomnienie jej imienia denerwowało ją. 
- Kossa uspokój się i tak to ci nic nie da- Tassak leżał w jaskini i wszystko było mu jedno co się z nim stanie.
- Milcz kretynie!- warknęła Kossa- To twoja wina!- lwca podeszła do leżącego lwa.
- Moja wina!- lew gwałtownie podniósł się z posłania- jak to moja wina? Możesz mi wytłumaczyć.
- Gdybym cię nie poznała wszystko potoczyło by się inaczej. Nie miałabym syna zdrajcy - lwica wbiła pazury w skałę i przejechała nimi robiąc przy tym głośny chrobot.
- Ty też nie byłaś lepsza- Tassak wkurzył się - Zawsze wszystko musiało być po twojej stronie.- czarny mruknął głośno. - Kovu nie będzie dla nas łaskawy.
- Kovu mnie nie obchodzi i tak się kiedyś zemszczę na tej głupiej Namie - lwica obmyślała w głowie kolejny plan zemsty.
- Zapomnij o niej.- lew pokiwał głową i znów się położył.- Ona miała rację zemsta do niczego dobrego nie prowadzi- stwierdził.
- O patrzcie państwo ktoś się zmienił w dobrego lwa.- zaśmiała się Kossa.
- Zamknij się. - Tassak położył się na ziemi i zasnął.

~~*~~

Pod wieczór przed wejściem do jaskini zgromadzili się wszyscy lwi mieszkańcy Lwiej Ziemi i oczywiście Rafiki, którego nie mogło zabraknąć. Słońce właśnie zachodziło. Po upalnym dniu wszyscy byli zadowoleni ze zbliżającego się chłodu.
Strażnicy wyprowadzili skazańców przed oblicze królewskiego rodu. Kovu i Kiara siedzieli na wysokiej skałce a ich dzieci obok nich. Kiedy  Rafiki opowiedział o winach skazanych. Mieszkańcy podnieśli głos, że powinni być straceni.
- Spokój!- zaryczał Kovu, który zeskoczył ze skałki.- Nie zgromadziliśmy się tutaj aby się kłócić - upomniał lew.
- Dajcie mówić królowi- upomniała ich Kiara.- bo nigdy nie skończymy.
Kovu podziękował swojej partnerce za uspokojenie zebranych i zaczął znów mówić.
- Jesteśmy tutaj aby osądzić tą trójkę lwów- lew spojrzał na Namę, która wzrok miała wlepiony w ziemię- jak wiecie dopuścili się okropnego czynu. Jednak jako dobry i sprawiedliwy król chcę wydać dobry wyrok nikogo nie krzywdząc. - Kovu podszedł do Namy i położył swoją łapę na jej ramieniu. Lwica podniosła gwałtownie łeb i popatrzyła na swojego ojca- Ty Namo może i należysz do naszej rodziny, ale niestety musisz podjąć karę. Będziesz mieszkać w tej jaskini gdzie mieszkał Skaza. Każde twoje wyjście będzie w towarzystwie kogoś ze straży- dokończył.
- Córeczka tatusia- burknęła Kossa- i tak się zemszczę! Jeśli nie na tobie to na twoich dzieciach! - warknęła wścieknięta czarna lwica, którą strażnicy nie mogli uspokoić.
- A waszą dwójkę- brązowy podszedł do Tassaka i Kossy - czeka zsyłka na najbardziej zniszczone i opuszczone granice naszej ziemi. I jeśli kiedyś będziecie chcieli tu wrócić wtedy czeka was śmierć!- król ryknął tak głośno, że zatrzęsły się skały - odprowadzić tą dwójkę na te tereny - syn Skazy polecił straży aby wykonali to zadanie. Chciał jak najszybciej zakończyć to posiedzenie.
Czrna dwójka lwów wraz ze strażnikami udali się na miejsce zsyłki. Mieszkańcy Lwiej Ziemi rozeszli się, na skale została tylko rodzina królewska.
- Nama!- do brązowej lwicy podeszła Shani - jak dobrze, że jesteś!- lwica przytuliła ją.
- Ale ja zrobiłam tyle złego - popatrzyła na stojącego obok Leo, który oko miał wciąż zasłonięte opatrunkiem.
- Tym się nie przejmuj wyzdrowieję- lew uśmiechnął się 
- Ja chciałem cię przeprosić - do brązowej podszedł Uchawi- wtedy no wiesz, byłem zły na ciebie.
Nama się znów rozpłakała nie przypuszczała, że jej bliscy jej nie odrzucą.
Kiara i Kovu stali obok i uśmiechali się do siebie, a Simba który obserwował to wszystko z groty dziękował Wielkim Duchom za pomoc. Wszystko wracało do dawnego rytmu...

~~~~~~
I  jeszcze dwa rozdziały opowieści, może uda mi zakończyć tą opowieść :)
Pozdrowionka:)

2 lipca 2019

Chapter 37 "Wybaczcie"

Nama była dalej wtulona w sierść swojej prawdziwej mamy. Z nieba zaczął padać deszcz. Kiara przyglądała się całej tej scenie i była bardzo wzruszona. Może Nama nie będzie chciała dalej walczyć, może za chwilę zwoła stado z Cmentarzyska i przerwie bój. Jednak tak się nie stało.
- Nie! Nie!- Nama gwałtownie odepchnęła Shemę od siebie. Czuła całym sercem, że to jej prawdziwa matka, ale chęć zemsty była w niej silniejsza. Zaryczała groźnie i rzuciła się na Kiarę, jednak jej atak przerwała Shema. Dwie brązowe lwice walczyły teraz ze sobą na śmierć i życie. Biedna królowa nie wiedziała co ma począć. Zaczęła wołać o pomoc może ktoś ją usłyszy.
Udało się! Wołanie królowej usłyszał Leo, który zdołał się uwolnić z ucisku jakiegoś obcego lwa. Szybko pognał w miejsce gdzie słyszał krzyki. Omijając walczących zjawił się tuż obok Kiary. To co zobaczył przeraziło go. Dwie brązowe lwice walczyły ze sobą. Były już bardzo poranione a biedna Kiara biegała koło nich próbując je rozdzielić. Dorosły samiec ryknął tak głośno, że aż sam się zdziwił, że tak potrafi. Lwice przestały walczyć. Popatrzyły na lwa. Shema z ulgą bo myślała, że jej własna córka poprzestanie walki, natomiast Nama patrzyła na niego z nienawiścią. Karmelowy lew podszedł ostrożnie do brązowej.
- Namo już wystarczy tej walki - nie dokończył jednak zdania bo poczuł przeogromny ból na prawym oku. Zasłonił je szybko łapą, bo sączyła się z niego krew. Dobrze zbudowany lew padł na ziemię i zwijał się z bólu, a to wszystko przez Namę , która go uderzyła łapą. Pomarańczowa podbiegła do lwa, który wył z bólu.
- Jak mogłaś! Jeszcze ci mało! Na Wielkie Duchy opamiętaj się!- warknęła zrozpaczona Kiara.
Nama dyszała ciężko spoglądała to raz na swoją zakrwawioną łapę, to drugi raz na Leo. Była oszołomiona nie wiedziała co się dzieje. Zakręciło się w jej głowie i runęła bezwładnie na ziemię. Zemdlała.

~~**~~

- Shemo! Dasz radę zawołać tu kogoś, Leo się nam wykrwawi.- lamentowała Kiara.
- Ale kogo, jak kogoś znajdę. Wszyscy walczą!
- Musimy pomóc tej dwójce.
- Kiara!!- znienacka i nie wiadomo skąd zjawił się pawian Rafiki.
- Rafiki! Skąd wiedziałeś gdzie jesteśmy?- zapytała zdziwiona Shema.
- Mam swoje sposoby. Szybko zbadam Leo - pawian spojrzał na leżącą Namę- Jej nic nie będzie. Ocknie się i może opamięta już dość dużo krzywd z jej strony.- powiedział smutno pawian i zajął się lwem. Po paru minutach Leo był opatrzony niestety nie wiadomo czy odzyska wzrok w oku. Na obecną chwilę miał założony opatrunek.
- Rafiki co mamy robić?- zapytał obolały jeszcze lew i spojrzał na madryla.
Kiedy wypowiedział te słowa Nama ocknęła się. Ledwo przytomna i obolała nie pamiętała nic. Pamięć szybko jednak wróciła kiedy spojrzała na Leo.
- Leo- powiedziała cicho- ja, ja przepraszam - szepnęła a po jej policzku spłynęła łza rozpaczy.
- Będziesz płakać później- próbowała uspokoić ją Shema - teraz pójdziesz do reszty i wszystko przerwiesz- rozkazała.
- Oszalałaś! Oni mnie przecież zabiją!- zaryczała głośno- sama chciałam tej wojny.
- Ty ją zaczęłaś to ją teraz zakończ - dodała Kiara.
Nama patrzyła na nich oczami pełnych łez. Znowu czuła się osamotniona, a przecież stali obok niej jej najbliżsi, których zraniła. Pozbierała się do kupy. Wyprostowała i otrzepała z kurzu. Uświadomiła sobie, że jej miejsce jest tutaj na Lwiej Skale. Z głośnym rykiem udała się na pole bitwy.

~~*~~

Brązowa biegła ile miała sił w łapach. Kiedy zjawiła się na polu bitwy przeraziła się. Widziała Shani, która walczy z jakąś hieną już resztkami sił, gdzieś dalej Chaka i jej tato walczą z jakimiś wyrzutkami, a dwa czarne lwy śmieją się triumfalnie, że skała zostanie przez nich przejęta. Nie mogła do tego dopuścić. Wspięła się na dość wysoką półkę skalną i zaryczała. Oba stada przerwały walkę aby zobaczyć to kto znów ryczy. Wszyscy się bardzo zdziwili, że jest to Nama.
- Pewnie pokonała Kiarę i ryczy z tego powodu- uśmiechnęła się Kossa.
- Dość!- Ryknęła znów - Dość przelanej krwi!
- Co ona mówi!- warknął rozzłoszczony Tassak- Chce przerwać wojnę, którą sama zaczęła?!- Ryknął i rzucił się w jej kierunku. Lew jednak nie dopadł lwicy został powalony przez samego wspaniałego króla Lwiej Ziemi, który nie pozwolił aby jego córce stała się krzywda.
- Jeśli ją skrzywdzisz zabiję cię!- Ryknął król  przypierając silnego lwa do ziemi.
- Przepraszam- Nama zeskoczyła z półki - ja bardzo was wszystkich przepraszam - spuściła smętnie łeb. Poczuła, że wszystkie ślepia patrzą się na nią.
- Przepraszasz!- Warknął rozgniewany Uchawi - zobacz ile nie żyje przez ciebie naszych podwładnych tylko dlatego bo miałaś taki kaprys! - lew splunął jej śliną pod łapy - dla mnie możesz nie istnieć - burknął i odszedł od niej.
- Wiem, wiem!- krzyknęła płaczliwie- to moja wina. Moja zachcianka- jej głos zaczął się łamać.
- jednak pewne wydarzenia, które się dzisiaj odegrały zmieniły mnie i uświadomiłam sobie co zrobiłam.
- Córko - zaczął Kovu nie wypuszczając Tassaka z ucisku. - Wiedziałem ,że się opamiętasz- jednak wyrządziłaś nam dużo strat abyśmy mogli zaufać ci znowu - powiedział płacząc.
- Oh jakie to wzruszające - wzdrygnęła się Kossa - Jesteś naiwny królu. Wybaczasz swojej córce zamach stanu?!- krzyknęła czarna - Za takie coś grozi kara śmierci- dodała.
- Nikt nie prosił cię o zdanie - do rozmawiających przyłączyła się Kiara - To ty podpuściłaś Namę wykorzystałaś, że była zbuntowana i oszołomiona wydarzeniami jakie miała okazje przeżyć z mojej strony. Dlaczego sama nie zaatakowałaś!- krzyknęła do niej pomarańczowa i osłoniła Namę w razie jakby czarna chciała zaatakować.
- Wasze stado i tak zostało osłabione a sami jesteście ranni. To ja wygram tą bitwę!- ryknęła.
- Gdzieś to już słyszałem - dodał Simba, który stanął tuż obok Kiary- Wiesz co się stało z pewną lwicą, która chciała osiągnąć to samo co ty?- zapytał.
Czarna warknęła. Chodziła w kółko. Nie wiedziała co ma robić. Jej stado też było osłabione a Nama której wszytko zawierzyła odtrąciła ją. Była sytuacji bez wyjścia, nawet jej własny syn się jej wyrzekł. Nie chciała też umrzeć. Musiała zrobić tylko jedno, aby zachować się przy życiu. Musiała się poddać.

~~*~~
- Możesz mnie puścić! Duszę się!- ryczał uwięziony pod uciskiem brązowego lwa Tassak. Nie miał już siły dłużej tak leżeć.
- Spokojnie, będziesz się tak szarpać to ci nic nie pomoże- zaśmiał się Kovu
- I z czego cieszysz pysk!- krzyknął rozgniewany czarny- jesteście nienormalni!- wrzeszczał jak opętany.
- Tato puść go - poprosiła Shani.
- Nie mogę tego zrobić bo mi ucieknie- brązowy bardziej przypierał lwa do podłoża, też już brakowało mu sił. Spoglądał na czarną, która dalej chodziła w kółko i mruczała coś pod nosem.
- Po długiej rozmowie z samą sobą - zaczęła jednak czarna - z głębokim żalem muszę to ogłosić, że się poddaję- powiedziała a jej stado huknęło lamentem i niezadowoleniem rzucając w nią liczne obelgi.
- I na to liczyłem - uśmiechnął się stary Simba. - Straże! Zaprowadźcie ich do więzienia i pilnujcie aby nam nie uciekli. Koniec tej wojny!- Ryknął Simba.
Tak jak polecił zaraz zjawili się lwi strażnicy i zaaresztowali całą zgraję, która ich napadła do podziemnych jaskiń pod Lwią Skałą tam musieli odsiedzieć swoje aby usłyszeć swoją karę. Natomiast Nama stała i przyglądała się całemu temu wydarzeniu. Wiedziała, że ja też nie ominie żadna kara.
- Córeczko - Shema podbiegła od razu do brązowej i przytuliła ją mocno.
- Tato, dziadku ja was wszystkich przepraszam i z pokorom przyjmę każdą karę - lwica spuściła smętnie łeb.
- Owszem - Kovu położył swoją łapę na jej ramieniu- kara cię nie ominie bo dopuściłaś się okropnego czynu. Teraz muszę cię też aresztować. Wybacz, ale takie są zasady- powiedział smutno lew.
Brązowa nie protestowała. Posłusznie udała się wraz ze strażnikami do swojego lochu pod Lwią Skałą i tam miała poczekać jaki usłyszy wyrok.

~~~~

Hej Hej! Dostałam przypływ dużej dawki weny i chcę to jak najszybciej wykorzystać. I tak oto właśnie pojawił się kolejny wpis. Może uda mi się doprowadzić tą historię do 40 rozdziałów. Bardzo mi na tym zależy, no ale zobaczymy co jeszcze wymyślę.

Mam jeszcze do Was pytanko. Wiecie skąd mogę pobrać program Paint Tool Sai aby szedł na Windows10?

Z góry dzięki i liczę na kilka komentarzy pod postem :)

30 czerwca 2019

Rozdział 36 " Walkę czas zacząć!!! "

- Zwołałeś już wszystkich?- z jaskini na Złej Ziemi wyszła zaspana jeszcze czarna lwica. Była to Kossa.
- Tak jak mi rozkazałaś- burknął Tassak Był zły na swoją partnerkę bo to on zawsze wydawał rozkazy - zaraz wszyscy będą a gdzie jest Nama? Czy to nie ona chciała już walczyć?- zapytał rozglądając się za młoda lwicą.
Czarna usiadła przed wejściem do groty i zmarszczyła złowrogo brwi. Wiedziała to już od jakiegoś czasu, że przybyszka z Lwiej Ziemi podoba się samcowi i za wszelką cenę musiała temu jakoś zapobiec, ale na pierwszym palnie była teraz wojna ze stadem Kovu. Podeszła do lwa i otarła się czule o niego ten odwzajemnił gest i też przytulił się do lwicy. Szybko jednak musieli przerwać swoje romansowanie bo w oddali usłyszeli głupkowate śmiechy hien. Czarny ich tak nienawidził, że burknął tylko coś niezrozumiałego pod nosem. Wyprostował się dumnie jak na przywódcę przystało.
- Hehehe, heheh jesteśmy o pani - zaśmiała się jedna hiena- podobno mamy iść na jakąś wojnę- zapytała druga nieco mądrzejsza.
Kossa wyszła przed pokaźne stado hien. Chciała zacząć mówić, ale w oddali zauważyła jeszcze jedne posiłki. Były to lwie wyrzutki, które zamieszkiwały te tereny i też chciały się zemścić. Nie było jednak nigdzie Namy. Lwica odwróciła się do swojego partnera i powiedziała.
- Gdzie ta Nama?- spojrzała na lwa. Ten jednak pokiwał tylko głową, że nie wie.
- Dobra zaczniemy bez niej, dzisiaj wyruszymy dopiera wieczorkiem.- dodała.
- Jak wiecie moi drodzy. Dziś zamierzamy wybrać się spacer na Lwią Ziemię- zaczęła swoje przemówienie.
- Ale jak to na spacer? Miała być bitka! hehe- zaśmiała się jakaś hiena.
- Zamknąć się !- zaryczał Tassak - albo zginiesz z moich łap!
- Przepraszam za spóźnienie - w tłumie było się słyszeć znajomy głos.
- Oh i jest nasza Nama- uśmiechnęła się Kossa-  Już się bałam, że zrezygnowałaś z walki?- Spojrzała na lwicę , która już była obok niej.
- Ależ skąd. Chcę zrobić to jak najszybciej- zawołała Nama.
- To jak mówiłam. Wybieramy się dziś na wojnę z Lwią Ziemią. Na celu mamy zabicie władców tej krainy i wielu ich podwładnych, którzy mogli by nam zaszkodzić.- kontynuowała. Nie wiedziała jednak, że ktoś w ukryciu ich obserwuje.
- Muszę szybko ich powiadomić - osobnik odwrócił się na pięcie i szybko wyruszył w stronę Lwiej Ziemi.

~~*~~
Ów osobnikiem był syn przywódców Cmentarzyska Słoni - Kifo. Nastolatek biegł najszybciej jak mógł. Nie przypuszczał, że walka z Lwią Ziemią nastąpi tak szybko. Był już przy wodopoju i musiał chwilkę odsapnąć bo dostał ataku kolki. Usiadł na dość dużym kamieniu. Bardzo się ucieszył bo w oddali zauważył swoją ukochaną. Nie patrząc jeszcze na ból podbiegł szybko do nastoletniej lwicy. Lwica odwróciła się kiedy usłyszał, że ktoś woła na nią. Też się bardzo ucieszyła i młode lwy wpadły sobie w objęcia.
- Dlaczego jesteś taki zadyszany?- Zapytała zatroskana Noa.
- Mam złe wieści najdroższa. Zaprowadź mnie do swojego ojca- powiedział prędko.
- Czy to ma związek z Namą?
- Niestety tak - lew smętnie spuścił łeb.
- Dobrze a więc chodźmy - para przyjaciół szybko skierowała się w stronę Lwiej Skały.

~~*~~
 - Tato! Tato! - Noa wdrapała się na szczyt Lwiej Skały i głośno wołała swojego ojca. Brązowy lew szybko pojawił przed wejściem do jaskini. Właśnie uciął sobie popołudniową drzemkę i był trochę zły, że ktoś mu ją przerywa. Lekko się zdenerwował kiedy u boku swojej najmłodszej córki zobaczył tego nastolatka ze Złej Ziemi to mogło zwiastować tylko jedno. Wojnę.
- Panie! - Zawołał całkiem już zdyszany Kifo. Nie mógł złapać tchu, ale po krótkiej przerwie zaczął ponownie- O panie. Właśnie na Cmentarzysku Słoni moi rodzice wstyd się przyznać. Zorganizowali zebranie z hienami i jakimiś lwimi wyrzutkami, i tuż koło moich rodziców stała Nama. - mówił szybko czarny nastolatek.
- Spokojnie, mów powoli bo nic nie rozumiem- Kovu uśmiechnął się blado do towarzysza Noi.- Mów dalej tylko spokojnie.
- Planują was zaatakować dziś wieczorem- dokończył wreszcie swoje przemówienie.
- Że co takiego?!- krzyknął Chaka, który właśnie wspinał się na szczyt skały- Co powiedziałeś?!- Przyszły władca stanął tuż obok ojca- Chcą dziś walczyć?
- Tak, tak. Wszystko słyszałem - mówił Kifo.
- A wiesz gdzie mają zaatakować?- Zapytał Kovu.
-  Niestety nie, ale mówili coś o Lwiej Skale i Kiarze. - nastolatek spojrzał na pomarańczową lwicę, która właśnie wyszła z jaskini- Oni myślą, że pańska partnerka jeszcze się nie wybudziła i będą chcieli ją zabić- wyszeptał.
- Grorrr!- zaryczał rozgniewany Kovu. Dawno nic go tak nie wkurzyło. I kto zgotował mu taki los, jego własna córka która chciała się zemścić. Król miał mętlik w głowie. Do brązowego lwa podszedł stary Simba, który próbował uspokoić władcę. Po krótkiej chwili lew ochłonął. Podniósł wysoko głowę i zobaczył, że całe jego stado stało przed nim z dumnie podniesionymi głowami i  gotowe do walki. Królowi zakręciła się łza o oku. Chyba pierwszy raz poczuł, że naprawdę jest królem tej pięknej krainy.
- Jeśli chcą z nami walczyć nie uciekniemy jak tchórze. Płynie w nas krew dumnych lwów rorr- zaryczał Kovu a jego śladem poszło i całe stado - Bądźcie wszyscy gotowi. Mogą się tutaj zjawić w każdej chwili- król podszedł do Kifo uśmiechnął się do niego i powiedział - dziękuję.
Noa i Kifo przytulili się mocno do siebie. Wiedzieli, że ta noc będzie bardzo niespokojna...

~~*~~
Tak jak powiedział Kifo zgraja z Cmentarzyska Słoni zjawiła się tuż po zachodzie słońca u podnóża skały. Czarna lwica bez żadnych zahamowań wdrapała się na szczyt wraz z kilkoma innymi lwami. Uśmiechnęła się kiedy zobaczyła Kovu, który siedział spokojnie przed jaskinią.
- Kovu król Lwiej Ziemi- zaśmiała się - gdzie twoje stado? - spojrzała na okolicę, ale nigdzie nikogo nie było.
- Śpią spokojnym snem ja czuwam aby nikomu nic się nie stało - powiedział bardzo spokojnie - a ty dlaczego nachodzisz na mój teren?- rozmawiał z nią tak jakby nie wiedział o żadnej walce.
- Przyprowadziłam ci kogoś- powiedziała tajemniczo - Nama teraz!!! - zaryczała lwica.
Z nienacka na dorosłego lwa wskoczyła jego własna córka. Kovu był oszołomiony bo Nama uderzyła go tak mocno łapą w głowę, że nie wiedział co się dzieje. Ze swoich kryjówek wyskoczyli mieszkańcy Lwiej Ziemi i zaczęła się groźna jatka.
- Haha i tak swoje panowanie zakończy wielki król- zaśmiał się szyderczo Tassak, który wyskoczył na młodego Chakę. Każdy z kimś walczył lała się krew.
Kifo, który obserwował to z bezpiecznej odległości nie mógł tego znieść wyskoczył z niej i głośno zaryczał. Oba stada przerwały walkę.
- A ty co tu robisz?!- Tassak podszedł do swojego syna i mocno go uderzył w pysk- to ty ich ostrzegłeś - splunął śliną tuż pod jego łapy spojrzał na niego groźnie - wyrzekam się ciebie nie jesteś już moim synem- powiedział obojętnie.
- Bo ty nigdy nim nie byłeś - odparł nastolatek i odszedł od niego. Czarny wpadł w szał gryzł kogo popadnie.
W innej części Lwiej Skały ktoś inny znowu walczył. Nama zostawiła Kovu komu innemu. On nie zadał jej tyle bólu co ta lwica, która stała na przeciwko niej. Jej brązowe oczy były wystraszone. Trzęsła się ze strachu bo nie wiedziała co ta młoda i żądna zemsty lwica może jej zrobić. Kiara nie miała wyjścia ucieczki została zwabiona w ślepy zaułek i przyparta do ściany.
- Witaj matulko- zaśmiała się Nama, która wyglądała bardzo groźnie. Miała wiele głębokich ran z których sączył  się szkarłatny płyn. W jej sercu panował gniew, który wydawało się że zaraz rozerwie ją na strzępy.
- Namo proszę porozmawiajmy- Kiara próbowała porozmawiać jakoś z młodą lwicą.
- Nie mam zamiaru ciebie słuchać!- zaryczała brązowa- już wystarczająco zadałaś mi bólu i teraz mogę się zemścić!- lwica szykowała aby zadać ostateczny cios osłabionej królowej.
- Zemsta nie jest dobra. Nie pamiętasz czego uczył się ojciec- łkała Kiara, która bardziej przytulała się do ściany tak jakby chciała aby kamienie odsunęły tajemnicze przejście i mogła uciec bezpiecznie, ale tak się nie działo. Modliła się w duchu do wielkich przodków o dobrą i szybką śmierć bo tylko jej to teraz zostało.
- Zamknij się i giń - Nama chciała zaryczeć, ale zrobiła to jakaś inna brązowa lwica, która nie wiadomo skąd zjawiła się między walczącymi lwicami.
- Namo wystarczy już tej krwi- powiedziała tajemnicza brązowa lwica i ostrożnie podeszła do swojej młodszej kopii.
- Skąd wiesz jak mam na imię?- zapytała zdziwiona Nama.
- Bo jestem...- lwica nie skończyła mówić przytuliła ostrożnie Namę i szepnęła jej do ucha - bo jestem twoją prawdziwą mamą...
Nama poczuła coś w sercu. Cały gniew, który nosiła w gdzieś w sobie ją opuścił. Poczuła, że łapy strasznie jej się chwieją. Zaczęła płakać. Znów stała się jak mała zagubiona lwiczka wtedy kiedy pierwszy raz była na Cmentarzysku i gonił ją ten czarny lew (rozdział 3) . Teraz nie była pewna niczego...

~~~~

Hej hej. To znowu ja. Jak widać umieściłam kolejny post i tak mi się coś wydaje, że to będzie chyba przed ostatni rozdział tej opowieści. Nie mam już pomysłu aby dociągnąć historię do 40 rozdziałów tak jak wcześniej zaplanowałam. A na siłę nic nie chcę ciągnąć. Mam teraz dwa tygodnie urlopu i właśnie mam zamiar w tym czasie zakończyć to opowiadanie i chcę kontynuować bloga Początek-Początku którego też kiedyś czytaliście. Tak więc na razie to tyle mam nadzieję, że post podobał się Wam. To do następnej notki.

20 czerwca 2019

35 " Miłosne rozterki"

- Dobrze, że twoja mama odzyskała przytomność - do młodego przyszłego króla podeszła kawowa lwica - i cieszy mnie fakt, że wróciłeś bardzo się stęskniłam za tobą- lwica delikatnie przytuliła się do lwa. Ten jednak szybko odsunął od siebie młodą lwicę. Nie był do końca pewny jakie czuje do niej uczucie. Nie są już małymi lwiątkami, ale przyjaźń zamieniła się w coś znacznie większego i wspanialszego, jednak młody bał się powiedzieć o swoich prawdziwych uczuciach swojej wiernej przyjaciółce. Bał się jeśli jej powie, że ją kocha ta go odtrąci a to nie mógł sobie pozwolić.
- Wybacz Hekimo, ale muszę się przejść- lew oddalił się powoli od lwicy, a ta stała i wpatrywała się w swojego kompana. Ona jednak od dawna wiedziała, że go kocha i chce być razem z nim na dobre i złe.
- Nie mogę iść z tobą?- kawowa podbiegła do lwa i spojrzała na niego swoimi czarnymi ślepiami.
- Chcę pobyć sam!- powiedział nieco głośniej Chaka.
- Oh doprawdy, cały czas byłeś prawie sam na szkoleniu. Nie tęskniłeś za nami?? Za mną- to ostatnie słowo powiedziała bardzo cicho tak że lew nie mógł usłyszeć.
- Nie nie tęskniłem! Czy nie potrafisz uszanować mojej decyzji?- lew zdenerwował się i spojrzał złowrogo na lwicę. Ta cofnęła się trochę i zdenerwowana odwróciła się na pięcie i powiedziała mu jeszcze na odchodne- Jak chcesz być sam to proszę bardzo.- i odbiegła ze łzami w oczach do jaskini na Lwiej Skale.
Pomarańczowy odetchnął z ulgą mógł wreszcie pobyć sam w swoim towarzystwie. Musiał sobie wszystko poukładać. Szykowała się wojna i nie mógł sobie pozwolić teraz na jakieś miłostki. Jako przyszły król musiał się zająć królestwem i pomóc ojcu. Pomaszerował raźnie przez sawannę niebo wreszcie się rozchmurzyło i wyszło piękne i ciepłe słonce, którego od dość dawna nie było na Lwiej Ziemi. Wszystko wracało do normalnego życia. Przystanął przy wodopoju gdzie o tej porze dnia było jak najmniej zwierząt. Spokojnie nachylił się i zanurzył pysk w zimnej wodzie i zaczął pić. Kiedy wreszcie ugasił pragnienie skierował się w stronę drzewa aby na chwilkę położyć się pod jego cieniem. Wyłożył się i położył głowę między łapami. Wyobrażał sobie, że jest przyszłym królem. Jednak jego zamyślenia przerwały radosne okrzyki dobiegające znad drugiej strony wodopoju. Podniósł się i zobaczył swojego kuzyna Uchawiego ze swoją partnerką Machozi. Lwy biegały koło siebie i przytulały. Widać było, że dobrze im ze sobą. Chace nie spodobało się to, że ta dwójka przerywa jego spokój i krzyknął do nich.
- Możecie się uspokoić?!- krzyknął na dwójkę zakochanych a ci szybko odwrócili łby aby zobaczyć kto ich woła.
- Chaka!- Uchawi wraz z Machozi szybko wskoczyli do wody i przepłynęli na brzeg gdzie znajdował się pomarańczowy. Cali mokrzy zbliżyli się do przyszłego króla, otrzepali swoje futra przy czym zmoczyli lwa który siedział pod drzewem.
- No i co zrobiliście?!- lew wkurzył się.
- Coś taki nerwowy?- zaśmiał się Uchawi przytulając mocno do siebie Machozi. Chciał pokazać swojemu kuzynowi aby ten też znalazł sobie partnerkę bo robi się nie do wytrzymania.
- Wiesz, że nie cierpię być mokry?!- spojrzał z pode łba na kuzyna.
- Nie lubisz wody?- zaśmiała się melodyjnie Machozi.
- Tobie co do tego?!- pomarańczowy przybliżył się do lwicy- masz coś do mnie!
- Ej, ej- spokojnie- szary lew odsunął pomarańczowego od lwicy- Nie wasz się jej dotknąć bo pożałujesz- szepnął mu do ucha - Co tutaj robisz?- Uchawi spojrzał na towarzysza.
- A nic łażę bez celu- odburknął syn Kovu.
- Widziałem dziś Hekimę była coś w nie humorze- powiedział szary.
- I co mnie to?!- odchąknął Chaka
- Oh wy samce. Nie zauważyłeś, że ona cię potrzebuje?- Wycedziła Machozi - Znam ją bardzo krótko, ale to widać z daleka że ona cię kocha!- zapiszczała radośnie.
Chaka zarumienił się i spuścił łeb aby towarzysze rozmowy nie zauważyli tego. On też kocha Hekimę, ale nie wie jak jej o tym powiedzieć.
- Musisz jej to powiedzieć stary - Uchawi klepnął lwa po ramieniu- Bo inaczej znajdzie się inny typek co ci ją zabierze. Hekima to piękna lwica.- Ostrzegł lwa.
Pomarańczowy zamyślił się. A co jeśli Uchawi ma rację? Nie mógł sobie pozwolić aby Hekima znalazła sobie innego partnera. Szybko podniósł się z ziemi i bez pożegnania czym prędzej pobiegł szukać swojej Hekimy.

~~*~~

Tymczasem na Złej Ziemi powolnym i ostrożnym krokiem maszerował dobrze zbudowany lew. Czarna jak smoła grzywa opadała kaskadami na piękne błękitne oczy. Samiec posturą przypominał dawnego władcę Lwiej Ziemi - Mufasę. Był to nie jak to inny tylko Ukugnu, na Złej Ziemi szukał Namy aby przemówić jej do rozumu aby zaprzestała myśleć o walce i wróciła na ojczystą ziemię. Lew od dawna kochał się w córce Kovu. Imponowała mu na każdym kroku. Przystanął zauważył brązową jak piła wodę w małym jeziorku. Zmrużył oczy i przyległ do ziemi. Podczołgał się do największego krzaka w okolicy i z rykiem wyskoczył powalając przeciwniczkę na ziemię. Osobnik był wspaniały w walce co świadczą liczne rany na jego ciele. Lwica leżała przygnieciona ciężarem lwa, była zszokowana, ale ona też była dobra w walce. Szybko i zgrabnie przewróciła lwa tak że ten leżał teraz przygnieciony do ziemi. A brązowa śmiała się z niego.
- I co frajerze! Myślałeś, że mnie tak łatwo pokonasz?!- zaryczała. W okolicy nikogo nie było, byli całkiem sami. Lew uśmiechnął się uwodzicielsko, złapał Namę za pysk i przybliżył ją sobie do siebie. Lwica oddychała ciężko nie wiedziała co ten knypek knuje. Znała go i trochę się go bała, ale imponował jej swoją siłą. Ukungu spojrzał w jej zielone ślepia i musnął ją językiem delikatnie po policzku.
- Co ty robisz?!- lwica wyrwała się z ucisku lwa. Stała przez chwilę osłupiona, ale podobało jej się to. Lew podszedł znów do niej.
- Wiem, że nie chcesz tej walki- zaczął do niej mówić - Wróć ze mną na Lwią Ziemię - poprosił.
- I co myślisz, że jeśli mnie pocałujesz zmienię plany?!- warknęła a jej sierść się najeżyła.
- Lubię jak się denerwujesz - Uchawi zaśmiał się i usiadł na przeciwko niej.
- I co się tak gapisz?!- powiedziała jej ogon zaczął nerwowo chodzić.
- Oh głupia!- lew znowu wskoczył na lwicę i powalił ją. Tym razem nie zamierzał jej puścić.- Nie rozumiesz, że od dawna mi się podobasz?! Chcę spędzić resztę życia z tobą!- lew wypowiedział te słowa jednym tchem i wbił swój wzrok w oczy lwicy. Nama była zszokowana tą informacją, jednak lew też bardzo jej się podobał. Może spróbować żyć z nim w związku. Uśmiechnęła się uwodzicielsko i polizała lwa po policzku.
- Czy mam przez to rozumieć, że zgadzasz się?- lew zmrużył oczy.
- Zgadzam się, mogę spróbować, ale jeśli myślisz że wycofam się ze swojego planu to nic z tego.
- Oh rozumiem- lew zamruczał z zadowolenia i namiętnie pocałował lwicę i zostali tak przytuleni do siebie. Było im naprawdę miło.

~~*~~

Chaka na marne szukał swojej przyjaciółki zaczynało się ściemniać, a lew nie lubił włóczyć się po nocy. Ze spuszczonym smętnie łbem usłyszał ciche głosy w oddali zauważył sylwetkę swojej siotry Shani i lwa Leo. Podszedł do nich. Shani była trochę zawstydzona, że jej własny brat podgląda ją w towarzystwie Leo.
- Wybaczcie jeśli was przestraszyłem- mruknął.
- Nie ładnie tak skradać się i podglądać zakochanych!- zagrzmiała Shani.
- Ok, ok już sobie idę. Wszędzie tylko zakochane pary- zasmucił się.
Lew usiadł i smętnie westchnął. Shani odwróciła się do brata i spojrzała na niego, zrobiło jej się go żal. Podeszła do niego i uśmiechnęła się wystawiając swoje białe ząbki.
- Szukasz pewnie Hekimy?- zapytała.
- Tak, pokłóciłem się z nią i chciałem ją przeprosić- powiedział.
- Widziałam ją nieopodal wodopoju. Idż do niej szybko- powiedziała Shani
- Myślisz, że mi wybaczy?- zapytał ponownie.
Lwica nic nie odpowiedziała tylko znacząco pokiwała głową. Pomarańczowy uśmiechnął się i popędził w stronę wodopoju.

~~*~~
Zdyszany młody samiec znalazł się już przy wodopoju, rozglądał się za swoją przyjaciółką, ale nie mógł jej nigdzie dojrzeć.
-Hekimo!- zawołał samiec.
Lwica przestała myć właśnie swoją kawową sierść i spojrzała na zadyszanego lwa. Uśmiechnęła się na jego widok. Z gracją zeskoczyła ze skałki i podeszła do niego.
- Hekimo- lew znowu zaczął rozmowę - Ja bardzo chciałem cię przeprosić za rano.- spuścił smętnie łeb.
- Ale ja się na ciebie nie obraziłam- powiedziała łagodnie lwica i położyła mu swoją łapę na jego ramieniu. Chaka podniósł łeb i jego oczy spotkały się z czarnymi źrenicami lwicy, jej wzrok przeniknął go całego. Stali tak długo jeszcze i wpatrywali się w oczy. Na około nich latały małe świetliki a ukryte w trawie świerszcze popisywały się swoimi koncertami.
- Hekimo- przyszły władca znów zaczął mówić, ale był tak spięty, że każe słowo wymawiał z trudem- Dotarło to do mnie dzisiaj, że po tylu latach znajomości i przyjaźni, że nastąpił nowy krok właśnie w tej naszej przyjaźni- jego serce zaczęło bić mocniej, spojrzał znów na Hekimę która nie spuszczała z niego wzroku- Chciałem ci to powiedzieć już dawno, ale nie miałem odwagi. A dziś dużo dobrych dusz pomogło mi w tym i uświadomiło, że- lew wstrzymał oddech- ŻE CIĘ KOCHAM HEKIMO!!!- lew tak głośno krzyknął, że spłoszył z wodopoju uśpione już dzikie kaczki, które z wrzaskiem wzbiły się w powietrze. Młoda lwica otworzyła pysk i zaniemówiła. Z jej czarnych oczu popłynęły łzy, łzy radości. Bez żadnego zbędnego słowa mocno przytuliła się do lwa. Bo wiedziała, że od tej chwili ten przystojny lew stał się jej partnerem. I pozostali przytuleni do siebie i nic nie mogło przerwać tak wspaniałej chwili...

~~*~~

Cześć, cześć, cześć :) Tak to znowu ja. Po dość długiej przerwie znowu coś naskrobałam. Z rozdziału jestem tak średnio zadowolona, ale myślę że ujdzie. Ten post pisałam dość długo i nie mogłam go dokończyć, ale za sprawą Nyot'y która mnie zmobilizowała i zakończyłam ten post.

Myślę też, że uda mi się zakończyć tą historię. Bo za tydzień zaczynam dwa tygodnie urlopu i będę miała więcej czasu, a po drugie zakupiłam sobie nowy laptop, na którym pisze mi się wspaniale.

Ciekawa jestem czy ktoś tu jeszcze jest ze starego świata Króla Lwa?

Pozdrawiam i mam nadzieję do szybkiego napisania :)

25 lutego 2019

Chapter 34 "Gotowa do Walki."

Po powrocie Uchawiego minęło kilka dni. Stado cieszyło się niezmiernie a najbardziej jego siostra Zawadi. Kovu był jednak zmartwiony, że Kiara dalej się nie obudziła. Dni mijały i mijały. Słonce nie wychodziło zza chmur od momentu odejścia Namy.

~~*~~

- Uchawi - do jaskini wszedł Kovu i przywitał się z nastoletnim lwem. Miał z nim porozmawiać na drugi dzień kiedy wrócił, ale nie miał odwagi. Dziś się przełamał i musiał wreszcie porozmawiać.- Chciałem z tobą porozmawiać jeśli pozwolisz.
- Tak panie- Odparł lew i szybko wstał z wygodnego posłania.
- Oh przestań proszę z tym panem, jesteśmy już dorośli i proszę mów mi po imieniu.- poprosił król.
- Dobrze Kovu- lew wypowiedział jego imię, ale trudno mu przeszło przez gardło, obawiał się że nie będzie umiał tak od razu przywyknąć do tej zmiany.
- Chodź przejdziemy się- zaproponował król i wyszli z jaskini.
Lwy maszerowały w milczeniu jakoś żaden z nich nie potrafił odezwać się. Wreszcie przełamał się Uchawi.
- Kovu, dużo myślałem nad tym co zrobiłem- odparł po chwili. Król jednak nie odezwał się przystanął nad małym jeziorkiem i wpatrzył się w swoje odbicie w wodzie. Młody samiec kontynuował rozmowę.
- Miałem dużo czasu i stwierdziłem, że to co zrobiłem było absolutnie niewybaczalne i zastanawia mnie dlaczego nie wygnałeś mnie z królestwa?- Szary usiadł nad jeziorkiem bo całą swoją wypowiedź stał.
Kovu odwrócił się do lwa i uśmiechnął blado. Nie wiedział dokładnie co ma mu odpowiedzieć. Spojrzał smętnie w zachmurzone niebo i odparł.
- Bo nie chciałem cię skrzywdzić, i twojej siostry ona by tego nie przeżyła.- lew uśmiechnął się do młodego i poklepał go serdecznie po ramieniu- Dobrze, że zrozumiałeś swój czyn i dobrze widzieć cię znów w naszym stadzie, a teraz chodź pójdziemy razem coś upolować- Król pognał radośnie przed siebie niczym lwiątko. Uchawi trochę się zdziwił jego zachowaniem, pokręcił tylko głową i pędem ruszył za swoim królem pozostawiając za sobą kłęby kurzu.

~~*~~

Tymczasem na Złej Ziemi bo tam przeniosło się znów stado wyrzutków. Nama czuła się tutaj tak wspaniale, że nie chciała już wracać do swojego prawdziwego domu. Wyszła właśnie z jaskini, przeciągnęła się i rozejrzała swoimi zielonymi ślepiami po okolicy, nic się nie zmieniło. W jej głowie rodził się dalej plan zemsty na swojej rodzinie tak bardzo chciała już tego dokonać, że stwierdziła że musi powiedzieć o tym swoim nowym "rodzicom"
- Kossa, Tassak chciałam wam coś powiedzieć- brązowa lwica weszła z powrotem do jaskini gdzie dwójka lwów jeszcze smacznie spała.
- O co chodzi ?- Czarny leniwie otworzył ślepia.
- Jestem gotowa do walki! Nawet mogę iść jutro!- Zaryczała
- No, no jednak nasze nauki nie poszły na marne- Kossa wstała ze swojego legowiska i podeszła do Namy- Jesteś taka jak my! Pełno w tobie złości i nienawiści a właśnie te dwie cechy spowodują że stajesz się silniejsza!- Krzyknęła uradowana czarna.
-Muszę jeszcze z tobą porozmawiać na osobności- Tassak posłał Kossie tajemnicze spojrzenie i wyszedł z młodą lwicą na spacer.

~~*~~

Nama trochę bała się tego typa, ale co miała poradzić była tu i żyła tylko z jego łaski i musiała się go słuchać. Maszerowali w milczeniu po zasuszonej i spękanej ziemi. Kusz unosił się w powietrzu w pewnym momencie Nama poczuła silne uderzenie łapą w pysk.
- Nie słyszysz co do ciebie mówię!- Tassak wyrwał młodą lwicę ze swojego świata.- 
- Wybacz zamyśliłam się- spuściła smętnie łeb i masowała obolały policzek.
- Jestem bardzo zdziwiony twoją szybką decyzją o zaatakowaniu Lwiej Ziemi?- powiedział Tassak.
- Po prostu chcę mieć to już za sobą, a po drugie siedzenie tutaj nic nie daje- odparła szybko brązowa.
- Byłabyś świetną królową. Masz to we krwi- czarny spojrzał głęboko w jej zielone oczy, ale lwica szybko odwróciła łeb, nie przepadała kiedy ten samiec przyglądał jej się tak bardzo blisko.- Oh wybacz- odchrząknął- zapomniałem, że miałem się do ciebie nie zbliżać- zaśmiał się.
- To kiedy chcesz wyruszyć muszę poinformować sojuszników o walce- maszerowali dalej przez równinę. Krajobraz był dalej taki sam
- Mówiłam już że może być nawet jutro- mruknęła Nama.
- Jutro- zamyślił się czarny - jutro nie. Nie dam rady zebrać wystarczająco dużo chętnych do walki.
- Sam mówiłeś, że jesteś przygotowany!- warknęła Nama ze złością.
- Amm tak, ale- lew wystraszył się trochę młodej lwicy. Widział, że jest strasznie nabuzowana i tak szybko nie odpuści a chęć zemsty narasta w niej z każdym dniem.- Za dwa dni, a tak na marginesie nie zapominaj, że ja tutaj żądzę maleńka- upomniał ją - wracajmy zrobiłem się głodny może te parszywe hieny przyniosły coś z polowania...

~~*~~

Kovu i Uchawi wrócili z polowania z pokaźną antylopą. Machozi, która właśnie znajdowała się w jaskini pomogła dwójce lwów ze zwierzyną i cała lwia rodzina zasiadła do posiłku. Kiedy wszyscy najedli się wystarczająco dużo i mogli spokojnie porozmawiać.
- Uchawi- w jaskini zjawił się Chaka, który był na treningu z walki przed nadchodzącą woją - miło cię widzieć- młody lew podbiegł z radością do lwa i uściskał go serdecznie.
- Nie gniewasz się na mnie?- Zapytał zdziwiony Uchawi.
- Wiesz teraz kiedy wróciłem z treningu to na pewno cię pokonam ha- młody samiec wypiął dumnie pierś i zaśmiał się wesoło. W jaskini zapanowała choć na chwilkę radosna atmosfera. Kovu cały czas czuwał przy ukochanej.
- Kovu- nagle z ust pomarańczowej, która leżała na posłaniu wydobył się cichy zmęczony głosik. Król aż wstał i podszedł bliżej do partnerki.
- Cisza!- Warknął na całą jaskinię aby lwia rodzina się uspokoiła. Może mu się znowu tylko wydawało, że usłyszał swoje imię.
- Kovu?- nie jednak się nie mylił jego kochana Kiara wróciła. Wróciła do swojego męża.
- Shani, Noa biegnijcie szybko po Rafikie'go Kiara się obudziła!- krzyknął radośnie a w jaskini zapanował gwar. Rafiki przybiegł jak najszybciej aby zbadać Kiarę. Był bardzo szczęśliwy, że królowa obudziła się ze śpiączki, ale nie był pewny czy lwica wszystko pamięta.
- Kiaro- Rafiki zwrócił się bardzo delikatnie do królowej - pamiętasz co się stało? - w jaskini zapanowała absolutna cisza.
- Tak pamiętam, to moja wina- lwica zalała się łzami- jak mogłam tak postąpić w stosunku do Namy.
- Kochanie to nie twoja wina- król uspokajał swoją małżonkę.
Madryl odetchnął z ulgą lwica pamiętała wszystko, była jeszcze trochę osłabiona.
- Za jakieś kilka dni Kiara wróci całkiem do zdrowia- powiedział mędrzec wychodząc już z jaskini.
- Rafiki, a nie wiesz przypadkiem. Kiedy planują zaatakować?- zapytał po cichu brązowy lew.
- Niestety nie wiem.  Moi wysłannicy nie zdobyli jeszcze takich informacji, ale jak tylko będę coś wiedział dam znać. Opiekuj się Kiarą- małpa pożegnała się z królem i wróciła na swój baobab. Kovu natomiast wrócił do Kiary był tak szczęśliwy, że jego Kiara wróciła do świata żywych.

~~*~~

Uff i kolejny rozdział napisałam chociaż nie wiem czy ktoś to jeszcze czyta, ale chcę zakończyć tego bloga jakoś przyzwoicie. Myślę jednak, że zakończę opowieść na 37 rozdziale, a do 40 zrobię epilog a co dalej to  jeszcze zobaczę. Chciałabym powrócić na inne blogi i też zacząć tam znów pisać. Dajcie znać w komkach to tu jeszcze jest. Do następnej notki :) :*

24 listopada 2018

Chapter 33"Dzień w wąwozie"

Po zamieszaniu jakie miało miejsce ostatnio na Lwiej Skale, król Kovu wraz z Simbą postanowili zwołać kolejne zebranie Starszych, ostatnie takie zebranie odbyło się przed koronacją bordowego. Wszak, że na tym zebraniu musieli pojawić się wszyscy z rodziny kotowatych nawet ci którzy zostali gdzieś oddelegowani, albo mieli jakieś kary.
-Zawadi- Kovu podszedł do ciemnobeżowej lwicy trochę przypominającą Sarabi i uśmiechnął się blado.
- Witaj królu co cię do mnie sprowadza?-powiedziała to tonem oficjalnym czego Kovu bardzo nie lubił.
- Oh Zawadi tyle razy cię prosiłem nie zwracaj się tak do mnie- upomniał ją - mam dla ciebie niespodziankę- uśmiechnął się do niej serdecznie.
Lwica była trochę zdziwiona zachowaniem swojego króla nigdy jakoś za sobą nie przepadali, ale akceptowali siebie nawzajem Beżowa wstała z głazu na którym się wylegiwała i wbiła swój wzrok w Kovu.
- Oh a jaką?- burknęła obojętnie i przewróciła leniwie oczami.
- Możesz dziś przyprowadzić swojego brata z wąwozu- bordowy uśmiechną się blado do lwicy i czekał na jej reakcję.
- Doprawdy wspaniale- próbowała jakoś pokazać że się cieszy, ale zupełnie jej to nie wyszło, na jej pysku pojawił się jakiś dziwny grymas.
- Cieszysz się? Chodź trochę?- zapytał król.
- Tak, ale wiesz, że nie umiem tak okazywać radości na przykład jak twoja córka Shani- odparła.
- A mam jeszcze jedną informacje- dorzucił Kovu.
Zawadi była zdziwiona kolejną niespodzianką od strony króla. Myślała, że sobie poleniuchuje cały dzień, bo wczoraj musiała iść na polowanie.
- Pójdziesz z Lwią Strażą- oznajmił po krótkiej przerwie bordowy samiec.
- To wszystko? Mogę już iść?- zapytała i zaczynała sie oddalać.
- Nie, nie. Jeszcze ktoś z wami pójdzie- lew mrugnął tajemniczo w jej kierunku i pokazał łapą na jaskinię w której dawno mieszkał Skaza.
- Co? Ten złodziej!- wrzasnęła Zawadi- Dlaczego? Odmawiam!
- Nie wykonujesz rozkazu króla- upomniał ją delikatnie Kovu.
- Musi w końcu wyjść z tej zapyziałej nory, a po drugie będzie potrzebny nam w walce- wytłumaczył Kovu.
- No dobra, ale nie myśl sobie, że dla Złodzieja będę miła- zapewniła go lwica.
- Postaraj się- poprosił król- a teraz chodź przed jaskinią czeka już Lwia Straż.- Ah no tak zapomniałem o Hanalim- zaśmiał się głośno Kovu i wraz z Zawadi udali się do groty lwa.

~~*~~
- Hanali- zawołał Kovu wchodząc do jaskini w której kiedyś mieszkał Skaza, lew smacznie drzemał na swoim posłaniu. Bordowy podszedł do niego i szturchnął go delikatnie. Hanali leniwie otworzył oczy. Wstał ziewnął i przeciągnął się. Posłał serdeczny uśmiech do lwicy, ale ta wolała go nie zauważyć.
- Witaj mój drogi. Dziś razem z tą panną pójdziesz na spacer- oznajmił Kovu.
- Bardzo mi miło z tego powodu- lew podskoczył z radości- już miałem dość siedzenia w tej grocie. Czuję się już dobrze.
- No to chodźcie Lwia Straż nie będzie długo na nas czekać- przywódca stada ponaglał dwa młode osobniki aby się trochę pośpieszyły. Nie upłynęło może pięć minut i wszyscy byli już przy wejściu do jaskini gdzie Kion i jego grupa czekała na Zawadi. Najmłodszy syn Simby był już nastolatkiem, zaczęła rosnąć mu nawet grzywa, która była dwu kolorowa. Nastolatek przywitał się z Kovu i jego towarzyszami.
- To wyruszamy, powinniśmy wrócić przed zachodem słońca- powiedział Kion.
- Nie musicie się aż tak śpieszyć, Zawadi pewnie będzie chciała porozmawiać z bratem- odparł król i spojrzał na stojącą obok Zawadi.
- Umm tak, tak porozmawiam z nim- powiedziała szybko. Nie miała chęci iść z tą całą zgrają do swojego brata, czuła się jakby pilnowana i jeszcze ten knypek Hanali.
Kion zaryczał głośno i Cała ferajna udała się do Wąwozu.

~~*~~
Zawadi maszerowała tuż za Lwią Strażą nie przepadała za jego członkami uważała, że w takiej organizacji powinni znajdować się tylko kotowate, a nie jakieś inne zwierzęta, nazwa zobowiązuje. Przystanęła bo poczuła, że ktoś siedzi jej na plecach. Zezłościła się nie na żarty.
- Bunga możesz ze mnie zejść!- wrzasnęła.
- To niewiarybungastyczne! Jakie masz miękkie futerko! Nawet Fuli nie ma takiego- pisnął ratel, który wtulał się w sierść beżowej
- Bung! Złaź!- warknęła ponowie Zawadi. Stworzonko jednak się tak łatwo nie odczepiło dopiero po prośbach Kiona zeszło posłusznie, ale bardzo niezadowolone.
- Wybacz za niego- szepnął Kion do Zawadi.
Lwica tylko prychnęła obojętnie i nie odezwała się słowem aż do samego Wąwozu.
Do Wąwozu doszli za jakiś czas. Kion, Zawadi i Hanali oraz Fuli udali się do środa, reszta Lwiej Straży została na czatach i pilnowała aby ktoś obcy nie zapuszczał się do środa.

~~*~~
Kotowate ostrożnie schodzili po śliskich i ostrych kamieniach na dno wąwozu. Kiedy stanęli na jego dnie odetchnęli z ulgą. Kion zaprowadził Zawadi do jaskini nie teraz mieszkał Uchawi bowiem często zmieniał miejsce zamieszkania i to właśnie ptak Ono zawsze go śledził z góry i donosił królowi gdzie mieszka teraz młody lew.
- Uchawi jesteś w środku?- Zawołał Kion. Odpowiedziała im jednak cisza - Uchawi!
Widocznie lwa nie było w środku.
- Musimy na niego poczekać- odparła Fuli- może wybrał się na spacer.
Usiedli wiec przed wejściem i czekali. Zawadi bardzo chciała zobaczyć brata bardzo się za nim stęskniła. Upłynęło może pół godzinki i w oddali młoda lwica usłyszała głos swojego brata i jeszcze jakiejś obcej lwicy. Wszyscy podnieśli się gwałtownie gdy dwa kocie osobniki pojawili się przed swoją jaskinią.
- Oh co za powitanie - odburknął Uchawi, który nie przepadał za Kionem i Fuli, ale z drugiej strony ucieszył się na widok swojej siostry. Podszedł do niej i serdecznie się z nią uściskał. - Miło Cię znowu widzieć siostrzyczko.

~~*~~
Uchawi się bardzo zmienił od ostatniego spotkania. Bardzo zmarniał, był chudy, jego szare futerko straciło blask, a na ciele miał wiele zadrapań, które były już zagojone, ale ślady po nich pozostały. Uchawi nie zaprosił ich jednak do środka wolał spędzić ten dzień na zewnątrz, przedstawił też im swoją partnerkę Machozi*.
- Kion mogę mieć do Ciebie prośbę?- zapytała Zawadi spoglądając na syna Simby.
- Oczywiście- odparł nastolatek.
- Możemy zostać na chwilkę sami?
Kion wachał się przez chwilę, ale ostatecznie zgodził się. Razem z Fuli i Hanalim odeszli kilka kroków dalej aby nie przysłuchiwać się rozmaowie.
- Uchawi!- lwca w tym momencie wpadła bratu w objęcia i zaczęła szlochać- tak mi cię brakuje.
- Siostrzyczko uspokój się- lew pogładził się delikatnie łapą po policzku- nic mi nie jest. No sama zobacz.- lew wskazał łapą na jego partnerkę, która była trochę zmieszana tą sytuacją.
- Twojemu bratu nic nie dolega- odezwała się cicho pomarańczowa lwica.
Zawadi przestała płakać i odsunęła się od brata i posłała lwicy przyjazny uśmiech. Spodobała jej się ta lwica.
- Co cię do mnie sprowadza?- Zapytał lew kedy emocje lekko opadły.
- Źle się u nas dzieje- odparła smętnie Zawadi.
- Oh co takiego?
- Nama dowiedziała się, że nie jst córką Kiary i uciekła na Złą Ziemię gdzie mieszkają te czarne lwy. Planują z nami walczyć i chcą wojny- wyjaśniła pośpiesznie.
- Wojny?- zdziwił się Uchawi - Obawiałem się tego. - A co u Chaki?
- Chaki?!- zdziwiła się jego pytaniem o kuzyna- uczy się walczyć i nawet świetnie u idzie.
- No to ten mój atak na coś się przydał- zaśmiał się młody lew. A ten lew co był z wami? To jakiś nowy?
- Hanali- burknęła ze złością Zawadi- To złodziej, którego przyłapałam na gorącym uczynku, ale król go ułaskawił bo też zaatakowały go te obce lwy, mieszka w jakskini Skazy.
Lwy rozmawiały jeszcze dość długo, ale rozmowę przerwał Kion, który poinformował że zaczyna się ściemniać i muszą pomału wracać na Lwią Skałę.
- Aha Uchawi! Czy twoja siostra przekazała Ci informację?- zapytał Kion i spoglądnął na Zawadi.
- Jaką informację?- zapytał ciekawy Uchawi.
- Gapa ze mnie. Przyszłam właśnie po ciebie braciszku. Król Kovu zaprasza cię znowu na Lwią Skałę. Twoja kara się skończyła.!- Krzyknęła uradowana.
Uchawi się jednak nie cieszył. Miał zostawić swoją ukochaną w tym wąwozie, a król na pewno się nie zgodzi aby zamieszkała na Lwiej Ziemi.
- Uchawi, nie cieszysz się?- zdziwiła się Zawadi.
- Cieszę, ale co z Machozi nie może tu zostać.- zmartwił się lew.
- Oh król na pewno ją przygarnie masz moje słowa- zadeklarował Kion.
- Jeśli tak mówisz to wracajmy, mam dość tego miejsca.- młody lew ucieszył się i przytulił mocno swoją partnerkę.

~~*~~
Wszyscy szczęśliwi wrócili na Lwią Skałę część Lwiej Straży udała się do swojej siedziby a Kion został na Lwiej Skale. Gdzie Uchawi został serdecznie przywitany prze Królewską Rodzinę włącznie z Chaką.
- Dobrze cię widzieć kuzynie. Wybaczam ci- lwy wpadły sobie w objęcia. Rozmów i przytulań nie było końca. Machozi została przyjęta przez Kovu, który był bardzo szczęśliwy, że chociaż jeden członek jego rodziny wrócił do domu. Kiara nie przywitała tylko Uchawiego bowiem dalej znajdowała się w śpiączce. Prawie cała lwia rodzina był w komplecie brakowało tylko Namy.
- Odpocznij Uchawi, a jutro porozmawiamy- powiedział król i zaprosił wszystkich do środka jaskini gdzie odbyła się dalsza część świętowania.

~~~

* Machozi z Suahli oznacza łzę

Dziękuję za uwagę i liczę na kilka komentarzy pod postem:)
Planuję jeszcze kilka rozdziałów i mam nadzieję, że uda mi się zakończyć tą opowieść :)


Skacze z radości i  czekam na ten dzień!
Mam ciary kiedy słyszę głos Mufasy :D

11 sierpnia 2018

Chapter32 "Oprócz błękitnego nieba..."

-Nawet nie wiesz jak się cieszę- bordowy skakał z radości widząc swoją dawna miłość całkiem zdrową i silną lwicę.- Myślałem, że wtedy umarłaś, a więc jak to się stało że tutaj jesteś?- lew zadawał milion pytań na minutę. Brązowa jednak milczała też cieszyła się widząc swojego dawnego przyjaciela. Jednak miała pewne obawy, nie wiedziała czy lew nie zmienił się. Trochę się go bała. Nie mogła tego uczucia jakoś nazwać. Jej zielone oczy błyszczały w  świetle księżyca. Kovu wpatrywał się w nie. Tak bardzo brakowało mu Shemy.
- Wiesz, że cały czas o tobie myślałem- powiedział kładąc się na trawie a w jego ślady poszła Shema.
- Ja o tobie też i o naszej - lwica przerwała zamknęła ślepia i uroniła łzę.
- o Namie?- dokończył król. Westchnął smętnie i spojrzał w gwiazdy, które spokojnie migotały.
- Co u niej- spytała brązowa.
- No- lew nie wiedział co ma powiedzieć, ale musiał powiedzieć prawdę, nie mógł okłamywać.- Nama uciekła od nas- powiedział.
-Jak to uciekła!-lwica gwałtownie wstała z trawy- zostawiłam ją pod waszą opieką!
- Proszę daj mi wszystko wyjaśnić - lew po kolei opowiedział całą historię Namy. Nie mógł przy tym powstrzymać płaczu. Brązowa znów milczała nie wiedziała co ma powiedzieć lwu. Była na niego zła,że nie zajął się jej dzieckiem tak jak należy. Smętnie spojrzała na niego.
- Postaram się jakoś pomóc, ale nic nie obiecuję- powiedziała po dość długiej chwili milczenia.
- Zapraszam cię na Lwią Skałę poznasz moją rodzinę- zaproponował bordowy- z Kiarą nie porozmawiasz- zamartwił się.
- Kiara to silna lwica, wyjdzie z tego- zapewniła go.
- A więc ruszajmy.- lew zaprowadził bezpiecznie lwicę na skałę.
- Tato już miałam posyłać Zazu na twoje poszukiwania- z jaskini wyszła Shani - Znalazłeś ją!- krzyknęła uradowana- Chaka! Noa! Tata!...- lwica nie dokończyła zdania bo ojciec zakrył jej pysk łapą. Jednak za późno z jaskini wyszła większa część stada zbudzona krzykami księżniczki. Kovu się tego obawiał najbardziej. Jak wytłumaczy teraz stadu kim jest owa lwica. Chaka od razu zauważył, że lwica trochę inaczej wygląda niż jego siostra. Podszedł do lwicy i spojrzał jej w oczy.
- To nie Nama!- krzyknął po chwili- kogo tu przywlokłeś!- zawarczal
- Cisza!- król ryknął próbując uspokoić szepcące stado. Kovu był bardzo zdenerwowany uspokoił się jednak kiedy zobaczył stojącego przed wejściem do jaskini Simbę i Nale wiedział,że na nich może liczyć. Dawny władca Lwiej Ziemi podszedł do nowo przeprowadzonej lwicy i serdecznie się przywitał. Kovu przedstawił mu kto to jest, a złoty zaprosił do środka groty. Stado, które cały czas rozmawiało uciszyło się trochę. Po krótkiej chwili wszyscy udali się na swoje posłania. Oczywiście ci,którzy spali w środku jaskini musieli dziś nocować na zewnątrz, ponieważ w grocie toczyła się poważna rozmowa.
- Przepraszam, ale tą lwice, którą przyprowadziłem to nie jest Nama,ale jej prawdziwa mama. Nazywa się Shema.-bordowy przedstawił lwicę swojej rodzinie.
-Już tego wszystkiego nie pojmuję- Chaka chwycił się lapami za głowę- cały czas nas okłamywaliscie!
-Chaka daj spokojnie wyjaśnić swojemu ojcu, o co tu chodzi-upomniała go Nala.
Młody samiec chodził jednak cały czas w kółko i przeklinając cos pod nosem. Kovu też był trochę zakłopotany tą sytuacją.
- Wybaczcie że zrobiłam takie zamieszanie swoim przybyciem, ale doszły mnie słuchy, że moja córka ma kłopoty i chciałam jej pomóc.-wyjasniła Shema.
-Nic się nie stało- uśmiechnęła się Nala.- to miłe, że nie widząc córki tak długo postanowiłaś jej pomóc.
- Mam propozycję, udajmy się na spoczynek. To dla nas wszystkich był męczący dzień-zaproponował Simba.- a jutro znów porozmawiamy...

~~*~~
Następnego dnia pierwsza obudziła się Shani przeciągnęła się z gracją i ziewnęła. Rozejrzała po jaskini i jej wzrok zatrzymał się na Shemie.  Jakoś ta lwica nie przypadła jej do gustu, bo skąd jej tato tak od razu rozpoznał w niej matkę Namy? Przecież każda brązowa lwica mogła to samo powiedzieć. Przewróciła oczami i udała się na zewnątrz. Kiedy wyszła była zdziwiona bo ktoś wołał ją z dołu, spojrzała w dół i zauważyła swojego dobrego kolegę Leo, z którym dawno się nie widziała. Uśmiechnęła się i z radością zbiegła ze skały. 
- Witaj księżniczko- lew uśmiechnął się na widok lwicy.
- Hej- odparła krótko lwica - co się z tobą działo? Dawno mnie nie odwiedzałeś?
- A no wiesz, miałem kilka ważnych spraw. I nie chciałam wam teraz zawracać głowy. Przykro mi z powodu Namy- posmutniał lew.
- O to widzę, że cała Lwia Ziemia już o tym huczy- zezłościła się bordowa.
- Podobno uciekła na Złą.
- Szukaliśmy jej wszędzie,ale jakby zapadła się pod ziemię- zasmuciła się bordowa.
Beżowy podszedł do niej i delikatnie przytulił się do niej. Odkąd ją poznał bardzo mu się podobała i marzył aby kiedyś została jego żoną. 
- Wiesz znam fajne miejsce- zaśmiał się po chwili lew. Chciał rozweselić swoją przyjaciółkę.
- No nie wiem jakoś te słowa "fajne miejsce" nie kojarzy mi się zbyt dobrze- zamyśliła się.
- Oj daj spokój chodź!- lew chwycił lwicę za łapę i roześmiani udali się na spacer.

~~*~~
Tak na dobrą sprawę Shani nie pamięta kiedy ostatnio była gdzieś bez rodziców na spacerze. Było to dawno chyba. Zawsze ktoś z rodziny jej towarzyszył, a teraz była sama. No nie całkiem miała przy sobie swojego dobrego przyjaciela. Beżowy biegł przed lwicą co chwila oglądając się za siebie czy aby na pewno jego przyjaciółka za nim kroczy. Uśmiechał się do niej, albo rozśmieszał ją swoimi głupimi minami. Nie znała go z tej strony dobrze się czuła w jego towarzystwie.
- Daleko jeszcze?- zapytała- łapy mnie bolą- poskarżyła się.
- Nie ma problemu!- lew położył się na ziemi tuż obok księżniczki- no wskakuj!- zaprosił lwicę na swój grzbiet.
- Oszalałeś! To nie wypada księżniczce!-krzyknęła oburzona.
- No wieź! Tu nikogo nie ma- nalegał lew.
Lwica westchnęła rozejrzała się czy aby na pewno nikt ich nie obserwował. Delikatnie położyła się na lwie, objęła jego szyję delikatnie łapami aby go nie udusić. Trochę się zarumieniła. To nie wypadało królewskiej córce gdyby tylko zobaczył to jej tato dostała by solidne lanie.
- Trzymasz się mocno?- Zapytał Leo?
- Tak,chyba tak....
- No to jazda!!!!- zaśmiał się młody lew i z młodą lwicą na grzbiecie udał się w dalszą podróż.
Po długim biegu młody samiec dostał zadyszki. Chyba się przeliczył biorąc córkę Kovu na swój grzbiet, lwica była dość ciężka a jego kręgosłup długo jej ciężaru nie mógł znieść.
- Przepraszam młoda damo- sapał ciężko robiąc krótki odpoczynek- ale muszę odsapnąć.- łapał łapczywie powietrze niczym ryba wyciągnięta na powiesznię wody.
- Mówiłam, że to zły pomysł- pyskowała lwica schodząc z lwa - teraz pójdę już sama.
- To już nie daleko - dyszał lew- szkoda tylko, że dzisiaj jest pochmurno- Leo spojrzał w niebo, które było pokryte gęstymi szarymi chmurami- dobrze, że nie pada- uśmiechnął się tak szeroko, że było widać jego białe zęby.
Szli razem już powolutku nigdzie im się nie spieszyło. Dobrze czuli się w swoim towarzystwie. Po jakimś kwadransie doszli do upragnionego celu. Przed nimi pojawiła się "zasłona" z lian, które lew zgrabnym ruchem łapy odsłonił. Oczom lwicy ukazał się piękny widok. Ujrzała bowiem piękną dużą łąkę okwieconą przeróżnymi kwiatami nad którymi latały kolorowe motyle i ważki.
- Jej jak tu pięknie- zapiszczała z zachwytu Shani- uwielbiała takie miejsca.Pobiegła radośnie na łąkę, wąchała kwiaty i łapała motyle. Czuła się jak mała lwiczka, która zapomniała o problemach i całym świecie. Dziękowała w duchu, że zgodziła się na ten spacer tego właśnie potrzebowała. Potrzebowała chwili dla siebie.
Leo znalazł najpiękniejszy kwiat i włożył lwicy za ucho. Ta radośnie się zaśmiała i polizała lwa po policzku.Wiedziała, że zakochała się w młodym lwie i to z nim chciała spędzić resztę swych dni, ale te informacje trzymała na razie w swoim sercu. Było zbyt wcześnie aby powiedzieć to młodemu lwu. Samiec siedział na niewielkim głazie i przyglądał się jak bordowa skacze i biega po łące. Był nią oczarowany.
- Leo tutaj jest pięknie!- zawołała do niego.
- Szkoda,  że nie świeci słońce wtedy łąka mieni się barwami tęczy od skrzydeł ważek.- wytłumaczył.
- I tak jest pięknie.
Po kilku godzinach spędzonych na zabawach w kwiatach lew i lwica zdecydowali się wracać na Lwią Skałę nie chcieli aby rodzice lwicy nie zamartwiali się o nią. Jakże wielkie było ich zdziwienie kiedy wychodząc z zarośli ujrzeli przed sobą młodego czarnego lwa z rozczochraną czerwoną grzywkę. Lew wydawał się na zdenerwowanego i wystraszonego.
-Wybaczcie, że was śledziłem- wyjąkał po chwili- Jestem Kifo- synem Tassaka i Kossy ze Złej Ziemi.
- Czego chcesz?!- zawarczał ostrzegawczo Leo i zasłonił swoim ciałem Shani obawiając się ataku na nią.
- Nie zrobię wam krzywdy, nie mam zamiaru- zapewniał- chciałem tylko porozmawiać z królem Kovu.
- Z moim tatą?- zdziwiła się Shani.
-Tak. Mam do niego bardzo ważną sprawę, sprawę na śmierć i życie.
- Dobrze, a więc szybko wracajmy- trójka lwów udała się w kierunku Lwiej Skały.

~~*~~
Shani była wkurzona tak piękna randka została zakłócona przez jakiegoś wyrzutka. Szczęśliwie i bezpiecznie dotarli na Lwią Skałę. Całe szczęście, że Kovu właśnie był na niej.
- Gdzie byłaś- zdenerwował się Kovu widząc córkę w towarzystwie dwójki lwów. Leona znał, ale tego czarnego nie.
- Kto to jest?- zadał kolejne pytanie i spojrzał z pode łba na czarnego.
- Mówi, że pochodzi ze Złej i ma do ciebie sprawę- wyjaśniła Shani i oddała głos Kifo.
- Jestem Kifo. Jestem synem Tassaka i - lew nie skończył się przedstawiać bo głośny ryk króla przerwał jego wypowiedź
- Jak śmiesz! wyrzutku włazić na mój teren!- Król lwiej krainy zezłościł się.
Z jaskini wyszli pozostali jej mieszkańcy zaniepokojeni krzykami, które wychodziły z zewnątrz.
- Tato to Kifo!- Do czarnego lwa podbiegła najmłodsza córka króla- Noa.
- Ty go znasz!- wrzasnął król.
- Yhym tak kilka razy spotkałam się z nim. On jest nie groźny- zapewniała.
Do Kovu natomiast podeszła Shema też chciała wiedzieć o co tyle znowu wrzasku.
- Dobrze co masz do powiedzenia?- Zapytał próbując się uspokoić bordowy lew.
- Wybacz królu, że cię zdenerwowałem. Wiem, że szukacie Namy. Mieszka razem z moimi rodzicami- wytłumaczył szybko bardzo źle się czuł w towarzystwie Lwioziemców gdyby nie Noa na pewno uciekłby stąd najszybciej jak tylko się da.
- Co??? Mówisz poważnie?- król zaryczał ze zdziwienia. Za dużo znów miał na głowie. Co dopiero zjawiła się Shema, Kiara nie odzyskała przytomności. A teraz jakiś sierściuch mówi mu, że wie gdzie jest jego córa.
- A co gorsza panie- młody samiec zamilkł.
- No co mów, że wreszcie!- ponaglał go król
- Planują wojną z waszym stadem za kilka dni. Tylko tyle wiem- dokończył swój monolog.
- Na Wielkie Duchy! Jeszcze mi wojny tu trzeba!!!- Kovu dostał ataku paniki. Dobrze, że Simba był znów w pobliżu i uspokoił młodego króla.
- Dziękujemy ci Kifo za ostrzeżenie, ale skąd mamy pewność że nas nie oszukujesz?- zapytał Simba.
- A jaki miałbym w tym interes. Nie zamierzam iść w ślady rodziców- prychnął nastolatek - muszę już wracać nie chcę aby rodzice zorientowali się ,że mnie długo nie ma- lew pożegnał się z Noą i razem z Kionem który został wskazany przez Simbę aby zaprowadził młodego lwa przed granicę.
- Mam nadzieję, że nie dojdzie do tej wojny. Trzymajcie się- Kifo pożegnał się z Kionem, który udał się zpowrotem na Lwią Skałę.

~~~~~
Tadam! I kolejny post uff jak się cieszę. Jak widać nagła zmiana planów z randki trzeba szykować się na wojnę :D myślę, że w 40 rozdziale zakończę tą historię. No to do kolejnego rozdziału :)

7 sierpnia 2018

Chapter 31 "To naprawdę Ty ???"

Nad Lwią Ziemią unosiły się czarne chmury, niebo pokryło się nimi od momentu wielkiej kłótni w rodzinie królewskiej. Całymi dniami z nieba padał deszcz na sawannie zrobiło się jakoś pusto i smutno. Kiara nie odzyskała przytomności co bardzo smuciło Rafikie'go i nie dawało mu przesypiać nocy nie wiedział co Wielkie Duchy miały namyśli sprowadzając na rodzinę jego przyjaciela takiej tragedii.

Na szczycie Lwiej Skały siedział młody samiec z piękną gęstą  brązową grzywą, która była mokra od desczu. Młody lew wpatrywał się w dal wypatrując kogoś kto dawno nie wracał.
- Synu wróć do jaskini bo się rozchorujesz- do młodego lwa podszedł jego ojciec- Ona już nie wróci- wyszeptał sam do siebie ukradkiem wycierając łzę.
-Oh tato dlaczego to musiało się tak potoczyć?- zapytał zielonooki.
- Nikt tego nie wie- odparł smętnie bordowy- miejmy tylko nadzieję, że twoja siostra jednak powróci.
-Ale takie czekanie nic nie daje!- młody lew warknął ze złościom i uderzył łapą o ziemię.- Trzeba coś zrobić!
- Spokojnie!- starszy lew próbował uspokoić syna, który nie mógł pogodzić się ze stratą siostry.- Byliście na Cmetarzysku i Na Złej Ziemi i nie udało się jej wam znaleźć. Daj jej czas.- poprosił król.
Młody tylko burknął coś pod nosem i razem z ojcem wrócił do ciepłej jaskini.
- Te wasze kłótnie słychać pewnie jest na całej Lwiej Ziemi- zaśmiała się Shani która chciała rozładować i tak napiętą już atmosferę.
- Siostro nie pomagasz- upomniała ją jej najmłodsza siostra Noa- spójrz na Chakę on cały dygocze z zimna.
- Może mi się go uda uspokoić- do dwójki lwic podeszła ich przyjaciółka Hekima.
Kawowa lwica podeszła do Chaki, który stał odwrócony tyłem do wejścia jaskini. Samica podeszła bliżej do niego i delikatnie się do niego przytuliła. Poczuła coś dziwnego coś czego nie da się opisać. Poczuła, że ten lew nie jest jej przyjacielem, ale kimś bardzo ważnym. Popatrzyła na niego swoimi czarnymi oczami, jego wzrok był wbity w horyzont lwiej krainy, ale poczuł, że ktoś przytulił się do niego bo wydał z siebie cichy pomruk zadowolenia. Lew objął łapą lwicę i przytulił ją mocniej do siebie. Tak bardzo potrzebował teraz zrozumienia i ciepła...


*~~*


Tymczasem na Złej Ziemi Nama czuła się coraz bardziej swobodniej, doskonaliła się w walce co od maleńkich latto kochała najbardziej. Szkolił ją sam Tassak.
- Jesteś świetna!- powiedział lew przygnieciony ciężarem lwicy
- Ha zobaczysz, że pokonam całą zgraję Lwioziemców- Nama była tak nasiąknięta nienawiścią do swojego starego stada, że chciała jak najszybciej go pozbyć.
- Chwilka chwilka- czarny lew wstał z ziemi i otrzepał kurz z futra- na wszystko przyjdzie czas maleńka- i delikatnie pogłaskał ją łapą po policzku nie ukrywał, że Nama bardzo mu się podobała. Gdyby nie Kossa na pewno związałby się z nią. Lew prychnął coś pod nosem i odsunął się od Namy. Musiał być ostrożny nie mógł pozwolić aby Kossa zobaczyła taką sytuację wtedy jego plan mógł runąć w gruzach.
- Wracajmy do jaskini-lew znowu otarł się delikatnie pyskiem o policzek lwicy, ta jednak szybko odsunęła się od niego i warknęła ostrzegawczo.
- Coś chyba wyjaśniliśmy sobie kiedyś?!- zapytała prawie krzycząc- nie zbliżaj się tak do mnie blisko!
- Oh wybacz zapomniałem się.Aż dziwne, że jak byłaś mała chciałem cię zabić- powiedział sobie w duchu.- udali się w kierunku jaskini Kossy.
-Co was tak długo nie było?- Kossa była wściekła kiedy zobaczyła dwójkę wchodzących do jaskini.
- Wiesz, że uczą ją walczyć?! Namo udaj się na spoczynek, zrobiłaś dziś duży postęp- czarny pochwalił córkę Kovu. Brązowa nic nie odpowiedział ruszyła w kierunku swojego posłania.
- Możemy wyjść na zewnątrz?! Mam z tobą do pogadania- czarna lwica była jakoś dziwnie nerwowa. Tassak obawiał się, że jego partnerka może być o niego zazdrosna.
- Słucham-powiedział Tassak wychodząc z jaskini.
- Od kiedy ta Nama pojawiła się u nas spędzasz z nią dość dużo czasu niepokoi mnie to - burknęła.
- Oh kochaniutka jesteś zazdrosna huhuh- lew liznął lwicę po policzku- ta jednak odtrąciła go - co się z tobą dzieje Kossa?!
- Nie zapominaj jaki mamy plan wobec tej lwicy! Jeśli wszystko schrzanisz mogę cię zabić. Znasz mnie jaka jestem okrutna- lwica demonstracyjnie czule otarła się o lwa- nie pozwolę cię sobie odebrać- lwica powaliła lwa na ziemię- wiesz, że bardzo cię kocham- polizała go po policzku. Po czułościach oba osobniki wstały. Tassak był trochę zdziwiony zachowaniem Kossy, ale podobało mu się, że ktoś jest o niego zazdrosny
- Aha mam nadzieję, że wszystko zapamiętałeś z tej rozmowy- lwica chwyciła lwa za paszczę i przysunęła go sobie bliżej do siebie i na zakończenie rozmowy namiętnie pocałowała. Lew tylko zamruczał z zadowolenia. Oboje wrócili do jaskini.
~~*~~


Wracając na Lwią Skałę Kovu dalej opiekował się Kiarą, był tą sytuacją bardzo zmęczony. Chciał aby jego partnerka ocknęła się, ale nic na to nie wskazywało.
- Tatku może wyjdziesz na zewnątrz i się trochę przewietrzysz nawet przestało padać.- do lwa podeszła jego najmłodsza córka Noa.
- Wiesz chyba się trochę przespaceruję, przemyślę to wszystko. Dziękuję maleńka- lew poczochrał Noę po jej grzywce, która była już nastolatką. 
- Zaopiekuję się mamą- powiedziała i usiadła obok pomarańczowej ,która leżała na posłaniu.
Lew odwrócił się do niej i też uśmiechnął się i wyszedł z jaskini.
Maszerował dość dłuższy czas. Mógł sobie to wszystko jakoś poukładać. Wspominał miłe chwile spędzone razem z Kiarą. Ich pierwsze spotkanie, później uratowanie z wody itp. Usiadł na mokrej trawie i wpatrywał się w niebo ujrzał gwiazdy, które od dłuższego czasu pojawiły się na niebie ten widok ucieszył zielonookiego lwa. Nagle poruszał gwałtownie uszami i odwrócił się w stronę zarośli, które były za jego plecami. Jego sierść najeżyła się a on wydał z siebie dziki pomruk. Trawa kołysała się coraz bardziej widać było, że ktoś ewidentnie tam jest. Kovu wbił pazury w ziemię i przygotował się do skoku, gdy nagle z trawy wyszła lwica, która bardzo przypominała mu Namę, tylko, że widać było że lwica jest w jego wieku.
- Nama?!- zapytał lekko zdezorientowany. Lwica jednak milczała. Lew wystraszył się nieco. Nie był do końca pewny czy ma jakieś dziwne omamy.
- Córko to ty?- zapytał drżącym głosem.
- Nie Kovu to ja- lwica znała jego imię.
- Precz odejdź! Kim kimkolwiek jesteś- król lwiej krainy wystraszył się już miał uciekać, ale lwica wypowiedziała swoje imię.
- Jestem Shema- odpowiedziała lwica i uśmiechnęła się do lwa.
- Nie prawda! Shema nie żyje i to od dawna!- ryknął król.
- Głuptasku!- lwica melodyjnie się zaśmiała. A Kovu przestał warczeć ponieważ to właśnie Shema zawsze go tak nazywała i śmiała się zawsze przy tym.
- To naprawdę Ty??- lew zapytał po raz kolejny.
Lwica pokiwała znacząco głową i oba lwy padły sobie w objęcia.

~~~~~~

Hejo!!!

Witam się z Wami po kolejnej przerwie. Musicie, albo i nie wybaczyć mi tą sytuację. Jak zwykle praca, a na początku lipca miałam mały zabieg w szpitalu, ale nie martwcie się wszystko ze mną jest dobrze. Mam teraz wolne od pracy i chciałam się do Was odezwać.
Mam taką cichą nadzieję, że a czasie tego mojego wolnego uda mi się zakończyć tą historię z czego byłabym naprawdę dumna.
Planuję historię zakończyć na 35 albo 40 rozdziale, ale jeszcze zobaczę co tam powymyśla moja fantazja.
Co do rozdziału wyszedł taki średni za wszystkie błędy przepraszam.
Zapraszam do czytania i komentowania i mam nadzieję do szybkiego napisania.
A tak na koniec jestem ciekawa ile osób zostało ze starego fandomu (chyba tak to się pisze) zostało w internetach.
Pozdrawiam :)

7 kwietnia 2018

Chapter 30 "Czarne chmury."

-Rafiki co z Kiarą?- zapytał zatroskany i zdenerwowany Kovu.
- Nie jest dobrze- zasmucił się pawian, który zbadał lwicę kiedy ta zemdlała.- Wpadła w szokową śpiączkę- wyznał po chwili.
- Co co jest?- zapytał ojciec lwicy.
- Jest to śpiączka szokowa występuje często u zwierząt, które doznały jakiegoś przeogromnego bólu w sercu- jego głos załamał się- Kiara może nas opuścić...- z jego oczu popłynęły łzy.
- Roarrr!!- To nie prawda!- ryknął z rozpaczą Kovu- Rafiki ty na pewno coś na to poradzisz!
- Są wyjątki, że osobniki z taką chorobą budzą się po krótkim czasie, ale i są tacy co wybudzą się na przykład za rok lub dwa. To wszystko zależy jak duży był to szok- dokończyła małpa i spojrzała na zmartwioną beżową lwicę.
- Nalu musisz objąć tron tymczasowo, na Lwią Ziemię nadciągają czarne chmury i nasza kraina musi mieć dwóch sprawnych władców.
- Rafiki wiesz, że nie jestem już młodą lwicą nie wiem czy podołam. Jakie czarne chmury?- zapytała zdziwiona.
- Nic nie mogę więcej powiedzieć. Musicie wszystko sami to jakoś rozgryź poukładać, aby nie wybuchła kolejna Wielka Wojna- ostrzegł ich pawian. Nie wiadomo skąd wyciągnął jakieś lecznicze zioła i przekazał je lwiej szamance, która była opiekunką Kiary- Muuguzi* to dla ciebie, podawaj to naszej królowej może szybko się obudzi ja już muszę wracać do moich obowiązków- Rafiki pokłonił się nisko swoim władcą i udał się na swój baobab.
Lwia rodzina czuwała przy nieprzytomnej Kiarze, natomiast rodzeństwo brązowej było na zewnątrz groty i przysłuchiwały się rozmowie dorosłych. Całym tym zajściem najbardziej był zmartwiony Chaka. Bał się o swoją mamę i siostrę, ale także i swoją ojczyznę Rafiki wspomniał coś o wojnie. Nie mogą do tego dopuścić.
- Dziewczyny- zaczął- musimy odnaleść Namę- powiedział pewnym głosem.
- Ona się nas wyrzekła i teraz mamy jej szukać?- zakpiła Shani- ja nie chę mieć z tym nic wspólnego- odwróciła się od brata. Pomarańczowy zdenerwował się i mruknął ostrzegawczo na siostrę- Nie pamiętasz czego uczył nas ojciec kiedy byliśmy lwiątkami?!!- zapytał i zmarszczył złowrogo brwi.
- Nie- parsknęła bordowa.
- Rodzeństwo zawsze trzyma się razem. Na dobre i złe!- wykrzyczał do niej.- Nawet jeśli Nama nie jest naszą prawdziwą siostrą to razem się wychowaliśmy i powinniśmy jej jakoś pomóc.
- Zgadzam się z tobą kuzynie- do Chaki przyłączyła się Zawadi i w jej ślady poszła też i Hekima. Obie lwice wpatrywały się w Shani.
- Ja się w to nie będę mieszać- wyznała po chwili- wolę zaopiekować się matką- wyznała.
- Jeszcze ja!! Jeszcze ja!!- zza skał wyłoniła się ich najmłodsza siostra Noa i przyłączyła się do brata- ja też chcę odnaleść Namę- uśmiechnęła się do przyszłego władcy- i wiem kto będzie chciał jeszcze nam pomóc- dodała.
- Roarr!- zaryczał Chaka i wraz z pozostałymi lwicami udał się na poszukiwania Namy.

*

Tymczasem na Złą Ziemię dotarła obolała Nama. W głowie kręciło się jej dalej i z boku nie przestawała sączyć się krew. W jej sercu narastała nienawiść na Królewskiej rodziny, pragnęła teraz tylko spotkać tego czarnego lwa i ową lwicę. Czuła że chciałaby z nimi nawiązać kontakt a może to właśnie oni pomogą jej w tej trudnej sytuacji. Nie musiała długo szukać zauważyła na przeciwko siebie lwiątko w wieku jej najmłodszej i nieznośnej siostrzyczki. Kulejąc podeszła do ów lwiatka i starała być się naprawdę miłą i sympatyczną lwicą. Niestety kiedy tylko powiedziała ledwo słyszalne "cześć" lwiątko uciekło w popłochu wystraszone obcą lwicą. Brązowa musiała znowu biec, a bieg sprawiał jej ogromny ból.
- Hej mały proszę zaczekaj! Nie zrobię ci krzywdy- zawołała za nim.
Lwiątko posłuchało było widać po nim że nie jest zbyt dobrym biegaczem. Owe lwiątko było całe czarne na łebku miało śmiesznie uczesaną czerwoną grzywkę. Oczka były czarne jak najciemniejsza noc, ale Nama dostrzegła w nich cząstkę dobra.
- Możesz mi pomóc?- zapytała brązowa.
- Czego pani chce?- zadało jej pytanie lwiątko- nie zadaję się z obcymi.
Brązowa zaśmiała się serdecznie już gdzieś to słyszała- Mówisz jak moja siostra...- lwica zamyśliła się.
- A jak się nazywa?- kontynuowało rozmowę lwiątko.
- Noa znasz może taką?
- Noa- oczka lwiątka zabłysnęły i na jego pyszczku pojawił się szereg białych kłów- Oczywiście- powiedział lekko zaczerwieniony- A pani skąd ją zna?
- Jestem jej siostrą, ale chciałam spotkać się z twoimi rodzicami.
- Oni nie są tacy mili jak ja- zasmucił się czarny- Nazywają mnie Kifo- przedstawił się.
- A ja jestem Nama. To jak zaprowadzisz mnie do nich?
Lwiątko pokręciło głową na tak i skierowało się w kierunku siedziby lwa Tassaka i lwicy Kossy.

*
Kifo zaprowadził naszą bohaterkę do skały, która nieco przypominała Lwią Skałę tylko że była trochę mniejsza i nie tak majestatyczna jak tą którą tak dobrze znamy. Lwiątko zwinnie wspięło się na szczyt i weszło do groty swoich rodziców. Zielonooka szła chwiejnym krokiem za nim. Zmęczona i ostatkiem sił zatrzymała się przy wejściu do groty. Słyszała krótką rozmowę i za chwilkę jej oczom ukazali się władcy tej krainy.
- A jednak wróciłaś- uśmiechnęła się czarna lwica.
- Dość długo to trwało- dodał czarny lew- wejdź do środka- zaprosił Namę i wskazał łapą wejście do jaskini.
Nama weszła do niej. Była to ogromna jaskinia. Na jej środku znajdowało się "łoże" zrobione z białego kamienia "pościelone" było miękkim i zdrowym zielonym mchem. Lwicę naszła ochota aby się na nim znaleźć i położyć wygodnie. Czarny lew podszedł do swojego łoża i zwinnie wskoczył na nie a w jego ślady poszła jego partnerka. Lwy rozłożyły się wygodnie i demonstracyjnie zaczęły okazwywać sobie uczucia.
-Oh przestań najwspanialszy mamy gościa- pisnęła zalotnie Kossa- lubiła być tak traktowana przez swojego partnera w towarzystwie innych lwic.- Ah wybacz złotko twoja majestatyczność przyćmiła mi to co stoi przed nami- burknął lew. Wstał elegancko przeciągnął się i lekko zeskoczył ze swojego posłania. Podszedł do Namy i stanął przy niej tak blisko, że swoim nosem dotknął jej nosa.
- Przypomniało mi się nasze pierwsze spotkanie- lew przyłożył do jej pyska swoją potężną i dobrze zbudowaną łapę- byłaś jeszcze wtedy lwiątkiem- przesunął ją na podbródek lwicy- Nama jednak się nie przeciwiła się temu. Była tak słaba, że ledwo stała na łapach.
- A więc chcesz być z nami- lew przybliżył sobie ją bliżej do siebie- nigdy nie daruję twojemu ojcu, że ją mi odebrał.- z jego środka wydobył się ostrzegawczy i groźny pomruk.
- Kogo?- Zapytała zdenerwowana Nama, która poczuła że zaczyna osuwać się na ziemię. Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale obraz robił się niewyraźny i lwica z hukiem uderzyła o ziemię.
- No nie!!- czarny wkurzył się - Kossa zawołaj tu jakąś naszą "szamankę:" musi opatrzyć jej te rany. Chcę ją mieć żywą!- ryknął na całe gardło.
KILA GODZIN PÓŹNIEJ
Brązowa ocknęła się nie czuła już tego okropnego bólu głowy i boku. Otworzyła powieki z początku nie wiedziała gdzie się znajduje, przypomniała sobie dość szybko kiedy przy jej łapach pojawił się muskularny czarny lew.
- Co się stało?- zapytała i spojrzała na lwa.
- Zemdlałaś nasz "szamanka" zajęła się tobą i widzę, że nawet sprawnie jej to poszło.- na jego pysku pojawił się grymas który miał przypominać uśmiech.
- Zacznijmy jeszcze raz. To mówisz, że uciekałaś z Lwiej Ziemi? A można wiedzieć dlaczego?
- Ehhh- prychnęła- dowiedziałam się od swojej dawnej matki, że nie jestem jej córką.- powiedziała smętnie.
- I dlaczego przybiegłaś do nas?- do dwójki rozmawiających lwów podeszła Kossa.
- Jak byłam tu ostatnio to mówiliście, że jak będę miała jakiś problem to mogę się z wami spotkać.
- Dobrze zrobiłaś-pochwalił ją Tassak.- Ale wiesz nie ma nic za darmo- dodał po krótkiej chwili.- Jesteś nam bardzo potrzebna. To mówiłaś, że twoi rodzice cię oszukali?- spojrzał z pode łba na brązową.- I pewnie w środku jesteś okropnie na nich zła?
- No i to nawet bardzo. Nie jestem w tego stanie nawet opisać, ale chciałabym coś takiego zrobić aby mnie na długo wszyscy zapamiętali.
- Widzę, że jestem w 100% prawdziwą Złoziemką- dodała zachwycona Kossa- Razem możemy coś zrobić niesamowitego!
- Tak myślicie?- Nama coraz swobodniej czuła się w ich towarzystwie a w jej sercu narastała chęć zemsty.
- Jeśli chcesz być z nami to nam uwierz- dodał Tassa.
- Nie wrócę już na Lwią. Nikt tam mnie nie chce. Od lwiątka zawsze ciągnęło mnie tutaj. Zostaję z wami.- uśmiechnęła się Nama, która coraz bardziej zaczynała przypominać złą lwicę.
- I to jest świetna odpowiedź- uradował się Tassak, który zawsze chciał mieć Namę blisko siebie. Tak bardzo przypominała mu Shemę.
- Na cześć nowej lwicy w stadzie Roarr!!- zaryczał Tassak a w jego ślady poszli wszyscy mieszańcy Złej Krainy.

~~~~
Muuguzi*- z suahili znaczy pielęgniarka